czwartek, 15 lutego 2024

 

CHŁOPI

ŻYWICIELE I OBROŃCY

 

 

O JUŻ NA WSCHODZIE HORYZONT SIĘ CZERWIENI I JAŚNIEJE

TO ZNAK ŻE SŁOŃCE WSTAJE I ZA CHWILĘ SWE JASNE OBLICZE POKAŻE ,

 I ZNÓW MÓJ DZIEŃ W ZNOJU SKĄPANY , SIĘ ZACZNIE .

A JAK SIĘ SKOŃCZY NIE WIADOMO , TO SIĘ DOPIERO OKAŻE .

DLA MNIE ORKĄ CIĘŻKĄ  SIĘ ZACZNIE,

NA NIWIE MOJEJ WSPANIAŁEJ  I PIĘKNEJ ,

 ZIELEM WSZELAKIM  PACHNĄCEJ .

A I KWIATEM POLNYM NIESKĄPO  USŁANEJ ,

 KTÓRY PIĘKNIEJSZY JEST NIŻ BUKIET OZDOBNY RÓŻANY .

 

I TYLKO NA TEJ ZIEMI CZARNEJ ,

TŁO KWIAT POLNY MA WSPANIAŁE ,

DLATEGO TAK PIĘKNIE I DOSTOJNIE ,

 I SWOJSKO WYGLĄDA .

JAK DYWAN PERSKI ZEŃ  UTKANY,

CO GO PAŁACE SUŁTAŃSKIE I DWORY PAŃSKIE ,

NAWET NIE MAJĄ .

 

I CHOĆ  MOJEJ NIWIE WSPANIAŁEJ ,

KWIECIEM POLNYM USŁANEJ ,

 DYWANY PERSKIE CHCĄ URODĄ DORÓWNAĆ.

LECZ NIE SĄ W STANIE JEJ POLA DOTRZYMAĆ , NA DZISIAJ .

 ALE I  MOJA NIWA JEST SKROMNA ,

I Z NIMI W URODZIE NIE RYWALIZUJE ,

I CHOĆ DZISIAJ PRZYPOMINA PERSKI DYWAN –

I Z URODĄ JEJ NIC RÓWNAĆ SIĘ NIE MOŻE ,

TO JEDNAK  TEN PIĘKNY DYWAN ZA CHWILĘ SIĘ ZMIENI

BO SIĘ GO ORZE.

 

I orkę moją się zaczynam od świtu,

idę krokiem drobnym i równym,

 za swym pługiem  błyszczącym jak lustro,

  i lemieszem ostrym,

 co jak szabla ostra w bitwie ciało  ,

 ten ziemię jednak przecina,

 a pług równo skibę , do skiby układa,

 i teraz z Perskiego ,

 czarny robi się dywan.

 – czarny –

 Dla jednych to może ponury i nie ciekawy  jest widok ,

lecz dla mnie  - najpiękniejszy .

 Im czarniejszy tym bardziej żyzny,

Im czarniejszy tym bogatszy ,

Im czarniejszy tym lepszy ,

im czarniejszy tym piękniejszy .

 A zatem  piękniejszy i droższy ,

i jakże kolorem  odmienny jest,

  od błyszczących jak lustra ,

  mego pługa  ostrzy , które czarne nie są ,

 ale równie mi drogie .

 

A i konie moje , Kasztan i Kary ,

 dobrze się sprawują , i pług ciągną ciężki ,

sapiąc głośno ,a z nozdrzy ich , sina para bucha

 i mój los dzielą i dolę ,

i razem pracujemy ,i nie mędrkujemy,

tylko pług ciągniemy ciężki -tylko orzemy.

 I jak swą pracę skończymy ,

 razem się napijemy,

 wody źródlanej  i czystej ,

 a potem coś zjemy ,

przez noc odpoczniemy ,

 bo nazajutrz , znów o świcie  ,

 swoją robotę świętą zaczniemy ,

  bo wszyscy  razem , z niej  czerpiemy ,

 i z niej żyjemy ,i z innymi się dzielimy

tym co zbierzemy.

 

I nie na długo , dywan czarnym pozostanie,

  bo po obsianiu pszenicą,

wnet zielony kolor lasu sosnowego  przybierze ,

 a gdy zboże dojrzeje , w złoto się zamieni ,

ot czary to takie święte .

I będę po zbiorach bogaty ,

 tak bliżej jesieni .

 Bo wszystko złoto zbiorę i w stogu złożę ,

a następnie po omłotach ,

złotego ziarna w spichlerzu tyle nazbieram,

że sam Midas Będzie mi zazdrościł .

Bo moje złoto cenniejszym   jest,

niż jego - ciężkie i niejadalne .

I choć metal to szlachetny,

 to jednak miękki bardzo ,

 i nawet na miecz się nie nadaje ,

więc nie wiem dlaczego taki cenny  to kruszec ,

 dla Midasa samego .

 

  Bo z mego ziarna złotego –

   dla wszystkich-  chleb złoty  powstaje .

Przeto  życie doczesne  podtrzymuje ,

 i pod każdą strzechą gości ,

 jego jest tylko dla niego -   czyli bez wartości .

 

Ale się rozmarzyłem –

o złocie i zbiorach , sam z sobą dysputy prowadzę .

Na razie pług skibę przekłada tylko ,

 i do zbiorów daleko,

 i do czasu tego wszystko zdarzyć się może.

 I jak znam życie i historię –

 raczej to złe się wydarzy,

  które zawsze jest w większości .

 I przykrywa szczelnie wszystko dobro ,

 co się wydarzy ,dlatego o nim zapominamy .

 I choć się wydarza i teraz  wydarzy ,

  nikt -nikt tego dobra , i szczęścia na tle zła,

 nawet nie spostrzeże  - nawet nie zauważy .

 

O jesteś Maestro ,  przyjacielu drogi ,

Szary i maleńki

i dobrze- bo trwogę mą przerwałeś,

i związane z nią męki .

I nawet nie widziałem kiedy pod Niebo  Święte ,

 bliżej Boga wzleciałeś .

I natchniony przez Niego ,

 swym śpiewem i ariami ,

 ducha pogody we mnie tchnąłeś .

 I mówię ci szczerze -  to nie wszystko ,

 nie wszystko , co osiągnąłeś .

Ty choć tak maleńki –

wielkim bohaterem jesteś moim ,

 i przyjacielem od lat bliskim .

I sąsiadów moich ,                                                                                                                                                                                                                                tych dalekich , i tych bliskich,

I wiesz o tym dobrze ,

żeś przyjacielem i śpiewakiem wspaniałym wszystkich .

 

Chłopów szlachetnych - co ziemię swą ,

 jak ja  uprawiają ,

 i ją jak żonę , czy kochankę najmilszą ,

choć trochę inaczej - lecz bardziej kochają .

  A miłość swą , owym złotem odwzajemnioną ,

 podczas wojen licznych i krwawych,

daniną krwi swojej udowadniają .

Bo każdy z nich w sercu ma wypisane :

,,nie rzucim ziemi , skąd nasz ród”

Tej ziemi czarnej, po której stąpam teraz ,

i którą pług mój przewraca , i w skibę zamienia .

 ,, i że cię nie opuszczę , aż do śmierci mówimy ‘’

Tak nam dopomóż BÓG .

 

 

 

O Skowronku -  śpiewaku wspaniały ,

i druhu drogi i przyjacielu , od lat sprawdzony.

 Ty jeden trud mój i znój ,

 widzisz , znasz i doceniasz ,

 i nawet  dzielisz go wraz ze mną .

Bo tylko mi towarzyszysz ,

i tylko mi śpiewasz .

Ale widzę przyjacielu drogi ,

 że nawet to niczego nie zmienia.

 Bo zbyt mały jesteś ,

 by doli mojej ulżyć .

  Ale nie przestawaj ,

nie przestawaj śpiewać .

 Bo twój śpiew wspaniały ,

 otuchy i wigoru do pracy  mi dodaje ,

  i prawdę ci powiadam ,

i nic , i wcale  mi się to nie zdaje –

ja prawdę powiadam .

 A może to Bogu Samemu ,

  swym śpiewem wspaniałym

 relację z mej Pracy na roli  zdajesz ?,

 i w ten sposób  czynisz ją świętą,

jeżeli twój świergot mistrzowski , dotrze do Niebios .

  I  skoro tak jest –

 to mym bądź pośrednikiem , i  wyśpiewaj  Mu jeszcze,

  o mych trwogach i zmartwieniach ,

którym poświęcam nieraz swe smutne myślenia.

Lecz ty maestro - nie koniecznie smutno,

lecz najpiękniej jak  umiesz,  tę pieśń specjalną-

 Bogu Najwyższemu   Wyśpiewaj  .

 

 O suszach i słotach , wichurach   i gradach ,

co zbiory pochłonąć mogą .

 A wtedy głód wielki zapanuje ,

 i do niejednej chaty w mieście , i na wsi zajrzy ,

i nie będzie w nich pachniało chlebem .

 I poproś,  i błagaj  Najwyższego,

  w naszym ,  i swoim imieniu Skowronku,

 niech łaskę wielką ,

nam maluczkim , Jego wyznawcom   Okaże,

  i niech się nam to nie przydarzy .

 I niech Łaskawie , Rękę Swą Świętą i Boską Podniesie ,

 i zatrzyma grzmoty ,wichry,   pioruny i burze.

Taką Mu prośbę moją  zanieś Maestro ,

może ciebie Posłucha , bo tylko ty możesz ,

i tylko ty umiesz ,  poprosić tak pięknie .

 

O popatrz Skowronku , nasz przyjaciel , Gołąb biały przyleciał ,

 jak ty , Pobłogosławiony Przez Najwyższego .

 Przyleciał srebrnej rosy porannej  się napić ,

i ziołem zdrowym się pożywić ,

 i to dobry znak dla pracy naszej  ciężkiej ,

i jest czemu się dziwić .

 

 Ale cóż to? - popatrz skowronku szary i drogi,

nasz przyjaciel nie je zioła,

 ani rosy życiodajnej nie pije ,

 tylko patrzy smutno ,

 i wcale się z tym nie kryje .

 Czy aby wieść jakąś niemiłą przyniósł ,

 zapytaj Skowronku naszego skrzydlatego przyjaciela ,

 z czym do nas przyleciał,

dlaczego nie skubie ziela? .

 Jaką wiadomością się chce podzielić ?,

a może chce nas pochwalić ,

 za naszą pracę ciężką ?

o nie , nie - zobacz Skowronku –

Biały Gołąb Pokoju , w Orła białego ,

 Orła Obronnego się zmienia,

i skrzydła swe wielkie rozpościera ,

a to nie wróży nic dobrego , nic przyjemnego .

O zobacz przyjacielu ,

 on Vici wojenne nam przyniósł ,

 i na niwie mojej położył - on mnie –

on nas chłopów  wzywa .

 

Przestań Skowronku na chwilę śpiewać ,

 i sam posłuchaj ,

 jak po wsiach okolicznych dzwony głośno biją ,

 smutno biją , i nie na mszę ,

 tylko na wojnę Chłopów  wzywają , mnie wzywają  ,

czas się zbierać  .

I przyszedł czas , przysięgi  i roty wypełnić ,

 i przyszedł czas swej ziemi,

 i ojczyzny bronić , i rodziny , i mowy ojczystej ,

i muszę swą orkę świętą porzucić ,

 i jak ten gołąb biały,

 w Orła -  obrońcę się zamienić .

 I ciebie lemieszu błyszczący,

 z pługa wymontować , i w kuźni ,

 w ogniu gorącym ,  na groty,

 i bagnety śmiercionośne przekuć .

 A i topór śmiercionośny co życie w boju zabrać może ,

 z reszty ciebie wykuję.

 A ty Kasztan , i ty Kary ,

też - z pociągowych – rolnych ,

 na wierzchowce i rumaki wojenne ,

 musicie jeszcze dziś się zamienić ,

 bo Gołąb, a raczej Orzeł Biały ,

Vici przyniósł , i nic tego nie zmieni ,

 nic tego nie zmieni .

 

Bo czas na orkę wojna zabrała ,

 i trza z lamusa , broń po dziadach wyciągać ,

I póki co , i za siebie i przed siebie ,

  trza się oglądać , bo jaki wróg ,

bo który wróg , targa się na nas –

 jeszcze nie wiem , i jaki by to nie był  ,

odparty zostanie , i na tarczy do siebie powróci –

 tak mi dopomóż Bóg , tak nam dopomóż Bóg .

 

I na chwilę cię tylko ziemio czarna ,

 kochanko nasza ,  porzucim ,

na czas wojny , potem jak Bóg da ,

 do ciebie powrócim ,

a jak  ja nie wrócim ,

to moje synowie dwaj , Antek  i Kacper  wróci .

 A jak nie oni , to ich synowie ,

 co jeszcze mali , i na wojnę nie pójdą,

dlatego  wrócą , a raczej przyjdą,

i orkę dokończą .

 A ty skowronku , dla nich wtedy śpiewaj ,

 aby nic się nie zmieniło ,

 aby wszystko było jak -  jak  zawsze było,

aby tradycja była podtrzymana .

A ty ziemio czarna się nie obawiaj ,

 bo ktoś z moich , na pewno do ciebie wróci ,

 i na pewno cię nie porzuci.

Bo każdy z nich wie najważniejsze ,

 bo każdy z nich wie najpiękniejsze  ,

bo każdy z nich wie najświętsze ,

 i żaden z nich nie rzuci ziemi , skąd nasz ród ,

tak nam dopomóż Bóg - tak im dopomóż Bóg  .

 

A jak ja , i moi synowie , z wojny nie powrócimy –

 utul ziemio czarna , nasze ciała skrwawione ,

a ty Skowronku –  żałoby nie ogłaszaj ,

 i stypy nie sprawiaj .

Ty tylko śpiewaj , jeszcze głośniej ,

 i jeszcze piękniej jak potrafisz -  śpiewaj ,

by naszym bliskim , straty wynagrodzić ,

 bo innej nagrody , znikąd nie dostaną ,

 i śpiewaj im głośno , pod mym domem ,

śpiewaj  codziennie rano .

Lecz nie zaniedbuj tych,

 co w polu orkę będą uprawiali ,

będziesz się musiał napracować .

 I nie zważaj na to ,

że na razie nie będą cię  doceniali ,

młodzi oracze ,ziemi czarnej .

 I twego poświęcenia i kunsztu wielkiego ,

 początkowo nie dostrzegą .

Twego śpiewu Maestro wielkiego ,

Też nie będą znali ,

choć opowiadałem im o tobie ,

 ale  jeszcze będą mali i zagubieni .

I dopiero  z wiekiem jak ja -wszystko pojmą  ,

 będą cię podziwiać – i przyjacielem nazwą .

 Dopiero wtedy się to odbędzie ,

 jak im wąsy urosną .

 I wtedy dopiero dzisiejsze wyrostki ,

 twoim kunsztem wielkim ,

 będą się roztkliwiać i doceniać ,

i ściągać czapkę z głowy ,

i jak ja – chłop Polski z dziada pradziada ,

 za przyjaciela wielkiego będą cię uważali .

I pragnąć twego śpiewu będą ciągle,

Jak podczas orki wody źródlanej,

Ciągle  będą spragnieni.

Lecz nie teraz , nie teraz ,

zaczekaj - i wybacz im  -  bo jeszcze mali .

 

Ale się roztkliwiłem , ale się rozmarzyłem ,

 ziemia utuli ,

wnuki moje, miast mnie przyjdą ,

 żałoba jakaś  niezasłużona .

A tu wojnę najpierw trza odprawić ,

 bo bez chłopów ,od pługa oderwanych ,

 miastowi będą słabi , zbyt słabi ,

 by wrogowi odpór  dać ,

 i wroga na pohybel puścić .

Dlatego trza się do nich przyłączyć – a juści - przyłączyć

 a juści .

Trza zaraz plany wojenne planować ,

 i przeciw wrogowi knować , i nie negocjować .  

Choć jeszcze nie wiem do końca ,

 na kogo przyjdzie się porwać  .

Na którego pokieruje trąba grzmiąca ,

i werble dudniące  .

Czy jakiś nowy wróg się pojawił ,

 czy  stary znajomy – tradycyjny  .

A wszystko mi jedno , z kim bić się przyjdzie ,

 kogo będziem zabijać  .

Zaś zagadką do końca zostanie ,

 komu los będzie przychylny ,

 komu szczęście będzie sprzyjać ,

co dalej się stanie .

 Ale nic to , ciebie ziemio czarna ,

 i ty żółta piaskowa na Mazowszu –

 obronimy, i wroga naszego ,

 tradycyjnie , z torbami pustymi ,

 nie z łupami puścimy .

Miałem walkę planować ,

 lecz znowu się roztkliwiłem,

 wybacz skowronku wybacz gołąbku  .

Wojna w planie i bitwa ,

 i może śmierć mi pisana ,

wybacz , ale już idę ,

 idę zrobić co muszę ,

 trza broń z lamusa wyciągnąć ,

 przez ojca schowaną ,

 a czego nie ma , trza będzie dorobić ,

 i z chłopa  -  w woja trza się szybko zamienić .

 A i umiejętności w polu , podczas orki zdobyte ,

 też trza szybko zmienić .

 I bez ceregieli wielkiej , nowe nabyć ,

 i zamiast batem podczas orki wywijać ,

 trza się szybko nauczyć zabijać .

 Jak to na wojnie jest przyjęte - zabijać .

 Trza się wyzbyć rosołu niedzielnego ,

 i Niedzielnej Mszy Świętej ,

 odpoczynku i spania ,

 bo czas  grozy przyszedł wielkiej ,

 czas wojny  - czas  zabijania .

A i ty kasztan , i ty kary ,

 też na uboczu nie zostaniecie ,

też do obrony,

 też do wojny staniecie,

 i w pole ruszycie .

 I miast posłusznymi , i pociągowymi  końmi rolnymi ,

 jak ja , od pługa oderwanymi ,

 rączymi mustangami , i wierzchowcami się staniecie.

 I wiem , że sobie poradzicie ,

 i że podołacie  , że nie zawiedziecie ,

 jako i ja podołam ,  i że dacie radę .

 Wasze grzbiety potężne  ,

 Kacper i Antek dosiądą ,

 bo jeźdźcy z nich nie lada , a i siłę od pługa ,

 i wideł i kosy  , potężną mają  ,

 przeto szablę dziadów i ojców ,

w ręku swym mocnym,

 dzierżyć będą , i z konnicą na wroga ruszą .

 Ja kosę swą w kuźni wyprostuję ,

 i do piechurów przystanę .

 W pierwszym szeregu - bez tarczy,

 bo kosą - aby śmiercionośną bronią była ,

 trza dwoma rękoma  władać ,

i nie ma jak tarczy trzymać ,

i nie ma się co przed wrogiem  zasłaniać ,

i z otwartą przyłbicą wystąpić ,

i potu i krwi nie skąpić.

 

 Kacper i Antek  , synowie moi ,

ostatnio w rzemiośle wojennym dużo ćwiczyli ,

i nawet nie ostatnio .

 Ciągle i  zawsze , bo ciągle pomiędzy sobą ,

 moje wyrostki się o coś bili , i ciągle rywalizowali ,

ale się kochali , i przeciw sobie nie knowali.

Ale teraz w wojennym rzemiośle im przyjdzie rywalizować ,

 i podejmą wyzwanie ,

 i nie będą pasować , nie będą .

Ale  ale , bo niechcący coś na ich temat odkryłem ,

i z tobą się podzielę skowronku ,

 moim spostrzeżeniem .

 bo pamiętasz ?

 jak wczoraj Kary i Kasztan ,

 tak słabo pług ciągnęli , jakby z sił opadli ,

 jakby sił nie mieli  - bo nie mieli  .

 Bo w niedzielę wieczorem ,

 Antek i Kacper , na ich grzbietach siedząc ,

 po polach i łąkach , i lesie co tam na wzgórzu ,

się ścigali , i to oni nasze  konie dzielne ,

do pracy na roli przy pługu stworzone -  tak zajechali.

 O próżniacy wstrętne , znowu rywalizowali ,

 i wyprzęgać musiałem ,

i dać odpocząć koniom .

 A jak przyjdę do domu,

dam łupnia wielkiego tym ułanom ,

 ale dam im bobu , ale , ale będzie .

  Nie popuszczę im tego występku ,  nie odpuszczę  ,

ale dam im łupnia  , ale dam im bobu .

 A potem przy stole ,

 moim  okrągłym siądziemy , i po jednym łupniemy,

 i prawdziwym bobem przegryziemy ,

i się pośmiejemy .

 Ja do rozpuku śmiał się będę ,

o przegranego pytając ,z udawaną pogardą .

Oni wszystko będą przyjmować poważnie -  na twardo .

  Nawet w rozmowie będą rywalizować ,

 ale jak matka przyjdzie do izby –

 przestaną – umieją się zachować .

A potem dalej o wojnie będziemy rozprawiać ,

 i na naradę do sołtysa się udamy .

 

A i ty lemieszu błyszczący ,

serce mego pługa , ty też udział swój ,

w wojnie miał będziesz ,

 to ci już mówiłem , teraz jeno powtórzę ,

 bo ostry jesteś jak miecz krzyżacki ,

 i dobrze ziemię tniesz na skibę ,

 i tak samo w bitwie się zachowaj .

 I tnij wtedy  lepiej niż umiesz ,

bo na topór ostry w kuźni cię przerobię ,

 i za pas włożę , i będziesz mi bronią ,

 gdy kosa  zadanie swe wypełni ,

i się złamie , śmierć wrogowi zadając .  

 Lecz nie martw się wtedy mój drogi ,

że ty ją zastąpisz .

Bo gdy wszystko się skończy ,

krew wroga z ciebie zetrę ,

 z powrotem w lemiesz zostaniesz błyszczący ,

i bezcenny  zmieniony .

 Bo jako lemiesz błyszczący - jesteś najbardziej cenny ,

 i jako lemiesz najbardziej ceniony .

Choć  może przez innych ,to się stanie .

 Może nie przeze mnie,

 ale tak na pewno się stanie  ,

bez względu na to, co się stanie ,

ty na pewno z powrotem lemieszem się staniesz ,

przyrzekam ci solennie  .

I każę mej Hance sukmanę mą wyprać i uszykować ,

 bym godnie w polu stanął ,

i godnie  wyglądał .

I wiem , że uszykuje , i wiem że uprasuje ,

 i wiem ,że do prasowani woda będzie nie potrzebna ,

 bo Hanka sukmanę łzami skropi ,

 ale przyszykuje , ale uprasuje .

A potem razem herbaty mocnej się razem napijemy,

 z garnuszka fajansowego ,

 nie porcelanowego , ani porcelanowej filiżanki,

 bo nawet takiej ,nie umiałbym trzymać w dłoni ,

 ba -  w dłoni, w dwóch palcach jeno ,

jak inni sztukmistrze to robić potrafią ,

 jak oni to robią , to przecież takie trudne ,

trzymać jeno  kciukiem  grubym ,

 i tym wskazującym, a ten serdeczny ,

 na baczność musi być wówczas wyprostowany ,

 a sztuka to nie lada ,

 i inaczej nie wypada ,

 bo tak się ponoć pije ten trunek ,

w pałacach i zamkach, i na salonach .

 I ich mieszkańcy , tylko tę sztukę opanowali,

 i ją odkryli, a może u innych ,

 równych sobie stanem i umyslem podpatrzyli,

 i z uporem ją kontynuują ,

a gdybym nawet tę sztukę opanował ,

 to nadal nie wiedziałbym ,

 co z tymi dwoma zrobić ,

 co udziału w sztuce nie biorą , co z nimi zrobić ,

jak one mają się zachować?

 Być ugięte czy też wyprostowane ,

 ale to by mogło ,

 estetykę picia zaburzać ,

 co z nimi zrobić , jak je użyć  ,

 bo widzę , że nawet ci wtajemniczeni do końca nie wiedzą ,

a może wiedzą  ,może tylko nie potrafią , bo to takie trudne .

Trudne i ciężkie są tej sztuki arkana .

  Jedni mają ugięte , inni prosto je trzymają ,

i którzy z nich są na prawie ,którzy rację mają?

 KTÓRZY RACJĘ MAJĄ ,

 KTÓRZY Z NICH SĄ CHAMAMI ,

 A KTÓRZY AUTENTYCZNYMI PANAMI ,

 KTÓRZY UZURPATORAMI JENO ,

 A KTÓRZY TĘ WIEDZĘ TAJEMNĄ DLA MNIE ,

 WE KRWI SWOJEJ BŁĘKITNEJ  MAJĄ .

 OJ PRZYSZŁOŚĆ ICH CZEKA TRUDNA ,

 TYCH KTÓRZY SZTUKI JESZCZE NIE OPANOWALI .

 BĘDĄ MUSIELI ZALEGŁOŚCI NADROBIĆ ,

 I CZAS DROGI NIEZMIERNIE - POŚWIĘCIĆ ,

BĘDĄ  MUSIELI JESZCZE DŁUGO ĆWICZYĆ ,

I DŁUGO , DŁUGO SIĘ MĘCZYĆ .

MINY , I PALCE – PROSTE CZY UGIĘTE  ,PROSTE CZY UGIĘTE ,  

 BĘDĄ SIĘ MUSIELI TEGO NAUCZYĆ  ,

JAK CHCĄ DO PUSTOTY DZIWACZNEJ

O KRWI JAK ZACHODZĄCE SŁOŃCE BŁĘKITNEJ DOŁĄCZYĆ .

 PROSTE CZY UGIĘTE , O TO JEST PYTANIE .

 PROSTE CZY UGIĘTE ,

OTO JEST WYZWANIE .

 BO JAKIEŚ BYĆ MUSZĄ , PROSTE CZY UGIĘTE ?.

 A I POWIEM CI PRZYJACIELU MAŁY  - PRZYZNAM CI SIĘ ,

 ŻE TEŻ PRÓBOWAŁEM SIĘ KIEDYŚ ODCHAMIĆ .

 I CHOĆ NA CHWILĘ PANEM , MAGNATEM ZOSTAĆ

CHOĆ MOJA CZERWONA TYLKO ,JAK ZACHODZĄCE SŁOŃCE.

 ALE TYLKO PRZEZ CHWILĘ PRÓBOWAŁEM ,

 I W UKRYCIU PRZED HANKĄ I SYNAMI ,

 ŻEBY NIE WIDZIELI , ŻE STARY SPASOWAŁ,

 I NIE PODEJRZEWALI,

 CZY ABY NA PEWNO NIE ZWARIOWAŁ .

 I PRÓBOWAŁEM , I PRÓBOWAŁEM ,

POĆWICZYĆ I GARNUSZEK  Z  HERBATĄ ZA UCHO ,

 W DWA PALCE WZIĄŁEM JENO ,

 ICH WZOREM WSPANIAŁYM -  ALE MI NIE SZŁO ,

  BO TEJ RESZTY  PALCÓW ,

 JAK NA PANA PRZYSTAŁO , NIE MOGŁEM POUKŁADAĆ ,

 NIE MOGŁEM .

 TOĆ TO PRZECIEŻ SZTUKA NIE LADA ,

 I DUŻO ĆWICZYĆ TRZEBA ,

 A TO PRZECIEŻ CZAS DROGI ZABIERA .

 I CHOĆ PRÓBOWAŁEM , TO MI NIE SZŁO,

 A JAK NIE SZŁO , TO PIĆ TAK NIE WYPADA .

PRÓBOWAŁEM , AŻ W KOŃCU ZROZUMIAŁEM ,

 ŻE PANEM RACZEJ NIE ZOSTANĘ ,

I NAWET NIE CHCĘ ,

 I DALEJ WOLĘ BYĆ POŻYTECZNYM -CHAMEM .

I DO WNIOSKU DOSZEDŁEM DRUGIEGO ,

ŻE TO NUDNE , I GŁUPIE BYĆ PANEM  .

 I NIC WIELKIEGO , NIC POŻYTECZNEGO .

A I POWIEM CI JESZCZE SKOWRONKU ,

ŻE TYCH MIN DZIWNYCH ,

 KTÓRE PO KAŻDYM ŁYKU U NICH ZAUWAŻYŁEM ,

 JAK RAZ ZDARZYŁO MI SIĘ ,

SIEDZIEĆ Z NIMI PRZY JEDNYM STOLE ,

 NIE PRÓBOWAŁEM NAWET  NAŚLADOWAĆ .

NO BO PALCE TO JESZCZE ROZUMIEM,

 CHOĆ MAŁO -  ALE TOLERUJĘ I TO MYŚLĘ WYSTARCZA .

 ALE MINY PRZEDZIWNE – NIE POJMUJĘ .

CZY TO KUNSZT AKTORSKI – CZY BŁAZENADA .

 I TO PO KAŻDYM ŁYKU , SIORBALI I MINY PRZEDZIWNE ,

 I WYRAFINOWANE ROBILI –

I WCALE SIĘ Z TYM NIE KRYLI ,

A JA SWÓJ ŚMIECH SZCZERY LEDWO POWSTRZYMYWAŁEM.

I JUŻ POBIĆ ICH W TEJ SZTUCE PAŃSKIEJ NIKT NIE MÓGŁ,

 NAWET SAM DIABEŁ – CO W TYM TEMACIE PRZODUJE  .

 ICH NIE ROZUMIEM, TEGO NIE ROZUMIEM ,

 CHOĆ SIĘ STARAM JAK UMIEM ,  ALE I TAK NIE ROZUMIEM  .

DLATEGO NAWET NIE PRÓBOWAŁEM ICH NAŚLADOWAĆ ,

 WOLAŁEM SWĄ GODNOŚĆ , KTÓRĄ SAM NADSZARPNĄŁEM ,

 CHOĆ TROCHĘ PRZED SOBĄ ZACHOWAĆ .

 I NIE PRÓBOWAŁEM -Z ULGĄ PRZYZNAJĘ .

 I  NIE  WIEM DLACZEGO , Z TYMI MINAMI TAK WYDZIWIALI .

 A MOŻE , MOŻE  ONI SIĘ SOBIE , TAK NIEWINNIE  POKRZYWIALI  ,

 W KAŻDYM RAZIE , MIN NIE PRÓBOWAŁEM,

ONE SĄ ZBYT TRUDNE DLA MNIE ,NIE DO NAŚLADOWANIA .

 I WOLĘ Z DYLEMATEM ZOSTAĆ INNYM ,

 PROSTE CZY UGIĘTE ? , PROSTE CZY UGIĘTE  .

 A TY JAK SĄDZISZ SKOWRONKU ? – PROSTE CZY UGIĘTE ?  .

WIDZĘ , NIC NIE MÓWISZ , NAWET ŚPIEWAĆ PRZESTAŁEŚ ,

I CHYBA TOBIE TEŻ TO SZTUKMISTRZOSTWO PAŃSKIE –

 APETYT i VENĘ ODEBRAŁO .

 

Krótko bardzo trwały te moje próby skowronku ,

 w ukryciu dokonywane , ci zdradzę .

 I dobrze , że Hanka moja nic nie zauważyła ,

i dobrze ,bo już nigdy w jej obecności ,

 W IZBIE SWOJEJ CHATY ,

 NIE MÓGŁBYM  SIĘ NAPIĆ  ,

 PO LUDZKU HERBATY – HA HA HA .

  

 

   

I w  moim mniemaniu ,

 sztuka ta , sama w sobie nic nie wartuje ,

 i przesiąknięta jest jeno pogardą ,

dla tego co ja wyznaję ,i co ja w sercu czuję .

 I moi bliscy i moi sąsiedzi ,i za nich wszystkich  mówię .

 I sztuką jest dla nich tylko ,tych szlachetnie urodzonych ,

 jak im się zdaje .

 Zaś dla nas kiczem, podobnie jak ich pałace ,

 zamki i dwory  nie zasłużone ,w których zimno jest ,

i podczas upałów i mrozów -  tam zawsze jednaka ,

  chłodna temperatura panuje ,i wyrachowanie chłodne ,

do temperatury adekwatne .

 I jednakorz  zdrada wszelaka z nią w parze idzie,

dla nas zdrada , dla nich wyrachowanie i poetyka nawet,

 aby przetrwać , wojny i niewole , bez szkody nadmiernej,

tej materialnej  ,tej  nie moralnej .

 A nawet zyski z niej wyciągnąć niezmierne chcą  ,

i oni herbatki w porcelanie pić nie przestaną ,

 ani trunków swych  podłych , w kryształy nalane ,

którymi toasty będą wznosić fałszywe ,

 a może prawdziwe , na cześć zwycięzców ,

 na cześć władców nowych ,i nowego prawa narzuconego ,

nam obowiązków, im przywilej .

 I dalej będą , i nie przestaną kurzyć cygara ,

i radzić , i knuć przeciw sobie i nam ,

i przeciwko krajowi , i całemu narodowi , i radzić i tylko radzić ,

 I NIC NIE PORADZIĆ , I NIC NIE ZARADZIĆ ,  TYLKO RADZIĆ ,

 I DALEJ  , I  ZAWSZE I PRZED SZKODĄ I PO SZKODZIE ,

BYĆ W TYM SAMYM STANIE UMYSŁU , KTÓRY ZNAMY ,

 KTÓRY JUŻ ZOSTAŁ ZDIAGNOZOWANY ,

 DLATEGO NIE BĘDĘ GO POWTARZAŁ,

 DLATEGO NIE BĘDĘ GO OBNAŻAŁ ,

 TYLKO DOPOWIEM , TYLKO POWIEM ,

TYLKO WYKRZYCZĘ GŁOŚNO .

 

O nie mości panowie magnaci ,

my też swój głos , w knowania wasze wtrącimy,

 i plany wasze niecne ,

 mocno pokrzyżujemy , a nawet zmienimy .

 Bo my Bóg , Honor i Ojczyzna ,

 nie tylko na sztandarach mamy wypisane ,

 lecz w głowach i sercach naszych chłopskich ,

 dłutem świętym są mocno wyryte ,

 i pługiem chłopskim wyorane .

 A przeto niezniszczalne , i nie zbywalne ,

i nie sprzedawalne .

 Dlatego my staniemy, my chłopi polscy ,

 i mieszczan naszych w bitwie wesprzemy ,

 a może to oni nas wesprą ,

 bo już się gotują ,

 do bitwy stanąć w polu , u boku naszego ,

a może my u ich boku,

ale w polu będziemy jedno , będziemy jedno  .

 A jeszcze ci , co spośród magnatów się wyłamią ,

 i sporo tych zdrajców swego stanu ,

 z nami w polu stanie , jak drzewiej bywało .

 Tych zdrajców dla nich ,dla nas jak my -  patriotów .

I nie napiję się z wami herbatki , panowie z salonów ,

 po waszemu , w kiczowych bogato zdobionych ,

 małych filiżankach,

bo ręce me nawet nie pasują ,

 by ją w ręce potężnej dwoma palcami trzymać ,

i nie nawet z niechęci ,

 jeno z wielkości rąk naszych ciężkich i wielkich,

co i pług i widły, i szablę jednako mocno trzymają ,

i w bitwie wojennej , i po niej , w  pokoju .

 A i ten serdeczny nie mogę   wyprostować ,

 i na baczność postawić ,

bo on u mnie zawsze ugięty ,

 bo ma dłoń , i ten palec ,  zawsze coś trzyma ,

jak powiedziałem , i  tak mu już  zostało  .

 I tak ,  w takiej pozie ugiętej zawsze zostaje ,

  i on jej jest w tym pomocny , choć mały ,

 ale potrzebny, bo częścią mnie jest ,

 i podziela moje ego , a i kręgosłup mój ,

w przeciwieństwie do niego ,

w pozie wyprostowanej się zaprogramował,

i  się nie ugnie , ni w salonie , ni w bitwie w polu ,

i też nie będzie pasował .

A i Hanka moja , w takiej pozie salonowo pałacowej ,

Na ugiętym kręgosłupie

  z filiżaneczką małą herbaty ,w dwóch paluszkach trzymaną jeno  ,

 by mnie zobaczyła , ze śmiechu by chyba skonała ,

i nie wiem czy by mi tą zdradę wybaczyła .

 I do końca życia ten kicz herbaciany , by mi wypominała ,

 i straciłbym u moich szacunek  wszelki ,

 i marionetką bym został w rodzinie ,

i już widzę jak podczas wspólnej  uczty ,

 by wszyscy w mojej obecności ,

 swoje serdeczne , na baczność stawiali ,

 i śmiech tylko szyderczy ,

 w obecności mojej by powstrzymywali .

 Och jak bym się czuł wtedy,

 wiem i powiem ci przyjacielu  ,

 że mógłbym tego nawet nie przeżyć  .

 Ale tak na szczęście nie będzie ,

 bo z nimi herbaty po swojemu ,

 w garnuszku napić się mogę ,

 choć nie chcę , lecz mogę ,

 a i dobrze , że takich filiżanek nie mam,

 i dobrze , bo odsunąłem trwogę ,

by mnie nie korciło , by mnie nie nęciło .

 

A co zrobić , jak ich nazwać ,

tych no wiesz , tych skowronku drogi  ,

 co zawsze cało chcą wyjść z każdej zawieruchy ,

 bez szwanku , a najlepiej z zyskiem,

i Bogiem po swej stronie ,

i na pomysł szatański wpadli ,

nam każą walczyć , nam każą bronić ,

 a sami z wrogiem się układają ,

 z wrogiem knują , wrogowi herbatki swoje ,

 i trunki wszelakie i miody polskie  proponują ,

 i czekają  biernie , aż się rozstrzygnie .

 Kto w bitwie zwycięży ,by się do zwycięzcy  przyłączyć ,

by do zwycięzcy , jako zwycięzcy dołączyć .

I po bitwie heroldami się stają ,

 i wszem i wobec ogłaszają ,

 że chłopi niegodni  przegrali -  i dobrze - niech żyje król nowy,

miłościwie nam panujący .

 Lub w innym przypadku  ,po naszym zwycięstwie ,

myśmy wygrali , my patrioci ,Bóg dopomógł , Bóg pobłogosławił ,

myśmy wygrali , my wielcy , my wspaniali , z krwią błękitną w żylach,

my wygrali .

 Chłopi znowu przegrali , choć wygrali ,

 znowu się dali podejść i oszukać ,

 choć tego na głos nie powiedzą ,

 bo wiedzą , bo wszystko wiedzą , jak judzić i jak oszukać  .

 I  piją tylko trunki dla mnie podłe ,i cygara palą ,

 a podczas bitwy , podczas wojny radzą , tylko radzą ,

 nie zaprzestając swych czynności salonowych  -

 o czym wtedy radzić? –

a choćby o braciach zza Buga radzą ,

 i tak trwają , i tak czekają , i tak zdradzają,

 i tak patriotami się stają ,

 swoimi patriotami , swoimi , tylko swoimi .

 

Ale dość biadolenia skowronku  ,

 bo do wojny trza wrócić , i o niej prawić ,

 i ze śmiercią , nie wrogiem się układać .

Do boju chłopy , do boju , szkoda gadać .

I ja stanę , i my staniemy , naprzeciw wroga ,

 z orężem przez siebie zrobionym,

 w szyku bezładnym -  chłopskim ,

 szyku bojowym , w szyku złowrogim  dla wroga ,

 i  co on z oddali zobaczy ? jak myślicie moi mili?

 ,i ty skowronku szlachetny .

 Łoże Madejowe ku sobie zwrócone  ,

 i czapki chłopskie z piórami ,

 i sukmany, i chłopów z wąsami długimi ,

  i nienawiścią w oczach , i tych co u ich , u naszego  boku ,

którzy też nie mają zamiaru uciekać ,nie mają zamiaru pasować ,

 i pohybel na wroga mają przygotowany ,pohybel wrogowi dedykowany ,

i z pohyblem nań czekają .

A  nad nami co ,

 a nad nami kto,

 a nad nami orzeł Biały ,

 i ona ,ona  wielka ,

 ona - przez Boga pobłogosławiona ,

 ona - co do boju zagrzewa ,

 ona - nasza wspólna ,

ona - nasza zwycięska ,

 ona -  nasza święta ,

 nasza biało czerwona  .

Bo my co na tym polu stoimy ,

 jedno przesłanie , wspólne wyznajemy,

 my wszyscy , nie rzucim tej ziemi ,

 nie rzucim  jej , bo stąd nasz ród ,

nie rzucim jej , tak nam dopomóż Bóg ,

 bo my jej nie rzucim ,

nawet gdy na niej zginiemy,

 tak nam dopomóż Bóg ,

 tak nam dopomóż  Bóg .

I oto czas nadszedł,

 gdy o boju czas -i trza  przestać gadać ,

 gdy do boju krwawego,  trza chłopy stawać ,

 i trza wroga zabijać .

 i niech ręka , ni na chwilę wam nie zadrży,

 bo wtedy słabość nasza, może się obnażyć ,

 i wróg może to wykorzystać .

 przeto żadnych oporów nie miejcie ,

 i w pierś wroga celujcie  .

Wszystkim co w ręku dzierżycie ,

szablą , kosą , toporem, i innym ostrzem .

I podczas bitwy o wszystkim zapomnijcie ,

 wtedy nikogo nie miłujcie ,

 wtedy tylko gniewem i nienawiścią się kierujcie ,

 i do przodu i na wroga nacierajcie ,

 i śmierci która czyha  na nas w boju ,

 też się nie dajcie  ,

i przed nią kręgosłupa swego też nie uginajcie ,

bo prócz niej  - pani nieuchronnej ,

co dusze z ciała zmarłego wyrywa

Bóg najwyższy jeszcze istnieje ,

co życie może przywrócić,

i na tym i na tamtym świecie .

 

I ja też kosą swoją będę w boju wywijał,

 i nie odpuszczę , i będę zabijał .

 Po trzykroć powtórzę – będę zabijał ,

 a gdy ta się złamie ,

 później topór z lemiesza przekuty , w ruch pójdzie ,

 i żaden wróg z pod niego nie ucieknie ,

 i z życiem  nie ujdzie .

 A ręka ma mocna i twarda ,

i topór w niej ostry , i śmiercionośny,

 wroga zbyt blisko nie dopuści,

i popłoch zasieje w jego szeregach ,

 i śmierć mi pisana w tym polu ,

 będzie się oddalać .

 Bo topór mój ostry i śmiercionośny , jej   nie dopuści .

 Lecz wróg podstępny - ołowiem pluł będzie ,

 z muszkietów kulami .

I kula też jest ostra , i strachu nie zna  ,

  i nie wybiera ,  i jeśli się zdarzy ,

 że trafi w pierś moją , i zada cios śmiertelny ,

 to cóż, to trudno , tak być miało , tak mi pisane ,

nieuchronne się stało , zginąłem na polu ,

w mej ojczyzny , i ziemi czarnej  obronie .

 I w wierze wielkiej , we wszystko co miłuję ,

 za to zginąłem .

 Ale to nie wszystko jeszcze , tak dobrze nie będzie ,

 trzeba się będzie jeszcze rozliczyć , z tego co było ,

 i przed Obliczem Najwyższego stanąć ,

 i przyznać się do wszystkiego ,

 tam nic się nie ukryje ,

tam nic nie umknie  -  do wszystkiego .

 

A jak już stanę przed Obliczem Jego ,

 ciebie skowronku wezwę ,

 ty mi będziesz świadkował ,

 ty mnie znasz najlepiej ,

bo przyjaciółmi byliśmy wielkimi ,

 i cię poproszę abyś powiedział wszystko ,

 i nic nie ukrywał .

 Wszystko - jakim był , wprzódy za życia ,

 jak żem klął i pracował ,

 klął jak cały tabun  szewców złośliwych ,

 bo nie w gwóźdź ,

a w palec młotkiem , każdy z nich  wcelował,

ale żem też za trzech walczył ,

za to  w co wierzę , i żem –

 BOG , HONOR OJCZYZNA MIAŁ NA USTACH ,

gdym wydawał ostatnie tchnienie .

 I za trzech żem  pracował,

 i żem czasem za wiele popił ,

dla zapomnienia i odprężenia  ,

 ale  nazajutrz ,

 już wszystko było przypomniane co dobre  ,

 już wszystko było w porządku ,

 i do normy wróciło ,

 i razem pracowaliśmy w polu ,

ja i moje  konie ,  żeśmy  pracowali ,

 a ty swoim śpiewem mistrzowskim ,

 nas do pracy  zagrzewałeś  ,

 by nie była zbyt  ciężka  ,

 i nie była dzięki tobie ,  taka ciężka .

 I jeszcze  powiesz ,

żem w czasie wojny zabijał ,

 i Jego piąte przykazanie złamał ,

 a przy okazji ponurej ,

i inne przykazania złamać się zdarzyło .

 I żem z miłości wielkiej to uczynił ,

 do ziemi mojej czarnej , może brunetki ,

 ale na pewno kochanki ,

 i do mojej innej kochanki i żony , mojej Hanki ,

 i dzieci moich kochanych , i ojczyzny miłej ,

choć ta mnie nieraz łoiła ,

 a ja  drugi policzek nastawiałem ,

 ale i tak , jak wiesz skowronku ,

 bezgranicznie  ją kochałem ,

 i z miłości wielkiej ,

do tego co już wyznałem ,

z powodu tego samego ,

 wroga nienawidziłem .

 Dlatego zabijałem , bo zabijałem ,

bo przyszedł nie proszony ,

 zabrać mi , i nam -  wszystko co kochamy ,

 i co wymieniłem , nasze kochanki i żony ,

i nie tylko w swoim imieniu -  jak wiesz , to zrobiłem  .

 

Wiem skowronku o co cię proszę ,

 lecz nie odmawiaj przyjacielowi ,

tej posługi ostatniej ,

 lecz za nim to zrobisz ,

 prośbę mam jeszcze jedną do ciebie –

 jeszcze mi raz zaśpiewaj ,

tylko dla mnie zaśpiewaj ,  

  egoizm przeze mnie przemawia ,

 i to też powiesz na moim sądzie ,

to też powiesz , a teraz cię  proszę  - śpiewaj ,

 a wesoło , a skocznie bardzo ,

 jak tylko potrafisz , a gdy cykady i świerszcze ,

 smutne melodie grać będą ,

 w akompaniamencie dla ciebie –

 ty bądź głuchy wtedy na ich muzę ,

 i wesoło śpiewaj .  

  Choć powiesz skowronku prawdziwie ,

 jak żyłem , taki wylewny nie byłem ,

i nie potrafiłem okazać tego ,

 o czym teraz mówię , o czym teraz prawię ,

ale wiesz , że  nie kłamię ,

 bo w wojnie -  czynem –

 nie słowem ulotnym to udowodniłem –

myśmy to udowodnili ,

 bo my chłopi  , tacy jesteśmy –

 tacy zawsze  żeśmy byli ,

 i swej ziemi ,

skąd nasz ród ,

 nigdy nie porzucili ,

i nigdy nie porzucimy ,

tak nam Dopomóż Bóg ,

tak nam Dopomóż Bóg .

 

 

HENRYK JAN ŁYSZCZEK

  

 

   

 

 

  

   

 

 

 

  

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                                                TĘSKNOTA    DUSZĘ SIĘ TUTAJ ,W TYM KRAJU MAŁYM  GDZIE RAZ MI ZIMNO RAZ CIEPŁO I Z POWODU MAŁ...