CHŁOPI
ŻYWICIELE I OBROŃCY
O JUŻ NA WSCHODZIE HORYZONT SIĘ CZERWIENI I JAŚNIEJE
TO ZNAK ŻE SŁOŃCE WSTAJE I ZA CHWILĘ SWE JASNE OBLICZE
POKAŻE ,
I ZNÓW MÓJ DZIEŃ W
ZNOJU SKĄPANY , SIĘ ZACZNIE .
A JAK SIĘ SKOŃCZY NIE WIADOMO , TO SIĘ DOPIERO OKAŻE .
DLA MNIE ORKĄ CIĘŻKĄ SIĘ ZACZNIE,
NA NIWIE MOJEJ WSPANIAŁEJ I PIĘKNEJ ,
ZIELEM WSZELAKIM PACHNĄCEJ .
A I KWIATEM POLNYM NIESKĄPO USŁANEJ ,
KTÓRY PIĘKNIEJSZY
JEST NIŻ BUKIET OZDOBNY RÓŻANY .
I TYLKO NA TEJ ZIEMI CZARNEJ ,
TŁO KWIAT POLNY MA WSPANIAŁE ,
DLATEGO TAK PIĘKNIE I DOSTOJNIE ,
I SWOJSKO WYGLĄDA .
JAK DYWAN PERSKI ZEŃ UTKANY,
CO GO PAŁACE SUŁTAŃSKIE I DWORY PAŃSKIE ,
NAWET NIE MAJĄ .
I CHOĆ MOJEJ NIWIE
WSPANIAŁEJ ,
KWIECIEM POLNYM USŁANEJ ,
DYWANY PERSKIE CHCĄ
URODĄ DORÓWNAĆ.
LECZ NIE SĄ W STANIE JEJ POLA DOTRZYMAĆ , NA DZISIAJ .
ALE I MOJA NIWA JEST SKROMNA ,
I Z NIMI W URODZIE NIE RYWALIZUJE ,
I CHOĆ DZISIAJ PRZYPOMINA PERSKI DYWAN –
I Z URODĄ JEJ NIC RÓWNAĆ SIĘ NIE MOŻE ,
TO JEDNAK TEN PIĘKNY
DYWAN ZA CHWILĘ SIĘ ZMIENI
BO SIĘ GO ORZE.
I orkę moją się zaczynam od świtu,
idę krokiem drobnym i równym,
za swym pługiem błyszczącym jak lustro,
i lemieszem ostrym,
co jak szabla ostra w
bitwie ciało ,
ten ziemię jednak
przecina,
a pług równo skibę ,
do skiby układa,
i teraz z Perskiego ,
czarny robi się dywan.
– czarny –
Dla jednych to może
ponury i nie ciekawy jest widok ,
lecz dla mnie -
najpiękniejszy .
Im czarniejszy tym
bardziej żyzny,
Im czarniejszy tym bogatszy ,
Im czarniejszy tym lepszy ,
im czarniejszy tym piękniejszy .
A zatem piękniejszy i droższy ,
i jakże kolorem odmienny jest,
od błyszczących jak lustra ,
mego pługa ostrzy , które czarne nie są ,
ale równie mi drogie
.
A i konie moje , Kasztan i Kary ,
dobrze się sprawują ,
i pług ciągną ciężki ,
sapiąc głośno ,a z nozdrzy ich , sina para bucha
i mój los dzielą i
dolę ,
i razem pracujemy ,i nie mędrkujemy,
tylko pług ciągniemy ciężki -tylko orzemy.
I jak swą pracę
skończymy ,
razem się napijemy,
wody źródlanej i czystej ,
a potem coś zjemy ,
przez noc odpoczniemy ,
bo nazajutrz , znów o
świcie ,
swoją robotę świętą zaczniemy
,
bo wszyscy razem , z niej czerpiemy ,
i z niej żyjemy ,i z
innymi się dzielimy
tym co zbierzemy.
I nie na długo , dywan czarnym pozostanie,
bo po obsianiu
pszenicą,
wnet zielony kolor lasu sosnowego przybierze ,
a gdy zboże dojrzeje
, w złoto się zamieni ,
ot czary to takie święte .
I będę po zbiorach bogaty ,
tak bliżej jesieni .
Bo wszystko złoto zbiorę
i w stogu złożę ,
a następnie po omłotach ,
złotego ziarna w spichlerzu tyle nazbieram,
że sam Midas Będzie mi zazdrościł .
Bo moje złoto cenniejszym jest,
niż jego - ciężkie i niejadalne .
I choć metal to szlachetny,
to jednak miękki
bardzo ,
i nawet na miecz się
nie nadaje ,
więc nie wiem dlaczego taki cenny to kruszec ,
dla Midasa samego .
Bo z mego ziarna
złotego –
dla
wszystkich- chleb złoty powstaje .
Przeto życie doczesne
podtrzymuje ,
i pod każdą strzechą
gości ,
jego jest tylko dla
niego - czyli bez wartości .
Ale się rozmarzyłem –
o złocie i zbiorach , sam z sobą dysputy prowadzę .
Na razie pług skibę przekłada tylko ,
i do zbiorów daleko,
i do czasu tego wszystko
zdarzyć się może.
I jak znam życie i
historię –
raczej to złe się
wydarzy,
które zawsze jest w większości .
I przykrywa szczelnie
wszystko dobro ,
co się wydarzy ,dlatego
o nim zapominamy .
I choć się wydarza i
teraz wydarzy ,
nikt -nikt tego
dobra , i szczęścia na tle zła,
nawet nie spostrzeże - nawet nie zauważy .
O jesteś Maestro , przyjacielu drogi ,
Szary i maleńki
i dobrze- bo trwogę mą przerwałeś,
i związane z nią męki .
I nawet nie widziałem kiedy pod Niebo Święte ,
bliżej Boga
wzleciałeś .
I natchniony przez Niego ,
swym śpiewem i ariami
,
ducha pogody we mnie
tchnąłeś .
I mówię ci szczerze - to nie wszystko ,
nie wszystko , co
osiągnąłeś .
Ty choć tak maleńki –
wielkim bohaterem jesteś moim ,
i przyjacielem od lat
bliskim .
I sąsiadów moich , tych dalekich , i tych bliskich,
I wiesz o tym dobrze ,
żeś przyjacielem i śpiewakiem wspaniałym wszystkich .
Chłopów szlachetnych - co ziemię swą ,
jak ja uprawiają ,
i ją jak żonę , czy kochankę
najmilszą ,
choć trochę inaczej - lecz bardziej kochają .
A miłość swą , owym złotem odwzajemnioną ,
podczas wojen
licznych i krwawych,
daniną krwi swojej udowadniają .
Bo każdy z nich w sercu ma wypisane :
,,nie rzucim ziemi , skąd nasz ród”
Tej ziemi czarnej, po której stąpam teraz ,
i którą pług mój przewraca , i w skibę zamienia .
,, i że cię nie
opuszczę , aż do śmierci mówimy ‘’
Tak nam dopomóż BÓG .
O Skowronku - śpiewaku wspaniały ,
i druhu drogi i przyjacielu , od lat sprawdzony.
Ty jeden trud mój i
znój ,
widzisz , znasz i doceniasz
,
i nawet dzielisz go wraz ze mną .
Bo tylko mi towarzyszysz ,
i tylko mi śpiewasz .
Ale widzę przyjacielu drogi ,
że nawet to niczego
nie zmienia.
Bo zbyt mały jesteś ,
by doli mojej ulżyć .
Ale nie przestawaj ,
nie przestawaj śpiewać .
Bo twój śpiew
wspaniały ,
otuchy i wigoru do
pracy mi dodaje ,
i prawdę ci powiadam ,
i nic , i wcale mi
się to nie zdaje –
ja prawdę powiadam .
A może to Bogu Samemu
,
swym śpiewem
wspaniałym
relację z mej Pracy
na roli zdajesz ?,
i w ten sposób czynisz ją świętą,
jeżeli twój świergot mistrzowski , dotrze do Niebios .
I skoro tak jest –
to mym bądź
pośrednikiem , i wyśpiewaj Mu jeszcze,
o mych trwogach i zmartwieniach ,
którym poświęcam nieraz swe smutne myślenia.
Lecz ty maestro - nie koniecznie smutno,
lecz najpiękniej jak umiesz, tę pieśń specjalną-
Bogu Najwyższemu Wyśpiewaj .
O suszach i słotach ,
wichurach i gradach ,
co zbiory pochłonąć mogą .
A wtedy głód wielki
zapanuje ,
i do niejednej chaty
w mieście , i na wsi zajrzy ,
i nie będzie w nich pachniało chlebem .
I poproś, i błagaj Najwyższego,
w naszym , i swoim imieniu Skowronku,
niech łaskę wielką ,
nam maluczkim , Jego wyznawcom Okaże,
i niech się nam to nie przydarzy .
I niech Łaskawie ,
Rękę Swą Świętą i Boską Podniesie ,
i zatrzyma grzmoty ,wichry,
pioruny i burze.
Taką Mu prośbę moją
zanieś Maestro ,
może ciebie Posłucha , bo tylko ty możesz ,
i tylko ty umiesz , poprosić tak pięknie .
O popatrz Skowronku , nasz przyjaciel , Gołąb biały
przyleciał ,
jak ty , Pobłogosławiony
Przez Najwyższego .
Przyleciał srebrnej
rosy porannej się napić ,
i ziołem zdrowym się pożywić ,
i to dobry znak dla
pracy naszej ciężkiej ,
i jest czemu się dziwić .
Ale cóż to? - popatrz
skowronku szary i drogi,
nasz przyjaciel nie je zioła,
ani rosy życiodajnej
nie pije ,
tylko patrzy smutno ,
i wcale się z tym nie
kryje .
Czy aby wieść jakąś
niemiłą przyniósł ,
zapytaj Skowronku
naszego skrzydlatego przyjaciela ,
z czym do nas
przyleciał,
dlaczego nie skubie ziela? .
Jaką wiadomością się
chce podzielić ?,
a może chce nas pochwalić ,
za naszą pracę ciężką
?
o nie , nie - zobacz Skowronku –
Biały Gołąb Pokoju , w Orła białego ,
Orła Obronnego się
zmienia,
i skrzydła swe wielkie rozpościera ,
a to nie wróży nic dobrego , nic przyjemnego .
O zobacz przyjacielu ,
on Vici wojenne nam
przyniósł ,
i na niwie mojej położył
- on mnie –
on nas chłopów wzywa .
Przestań Skowronku na chwilę śpiewać ,
i sam posłuchaj ,
jak po wsiach
okolicznych dzwony głośno biją ,
smutno biją , i nie
na mszę ,
tylko na wojnę
Chłopów wzywają , mnie wzywają ,
czas się zbierać .
I przyszedł czas , przysięgi i roty wypełnić ,
i przyszedł czas swej
ziemi,
i ojczyzny bronić , i
rodziny , i mowy ojczystej ,
i muszę swą orkę świętą porzucić ,
i jak ten gołąb
biały,
w Orła - obrońcę się zamienić .
I ciebie lemieszu
błyszczący,
z pługa wymontować ,
i w kuźni ,
w ogniu gorącym , na groty,
i bagnety
śmiercionośne przekuć .
A i topór
śmiercionośny co życie w boju zabrać może ,
z reszty ciebie wykuję.
A ty Kasztan , i ty
Kary ,
też - z pociągowych – rolnych ,
na wierzchowce i
rumaki wojenne ,
musicie jeszcze dziś się
zamienić ,
bo Gołąb, a raczej
Orzeł Biały ,
Vici przyniósł , i nic tego nie zmieni ,
nic tego nie zmieni .
Bo czas na orkę wojna zabrała ,
i trza z lamusa ,
broń po dziadach wyciągać ,
I póki co , i za siebie i przed siebie ,
trza się oglądać ,
bo jaki wróg ,
bo który wróg , targa się na nas –
jeszcze nie wiem , i
jaki by to nie był ,
odparty zostanie , i na tarczy do siebie powróci –
tak mi dopomóż Bóg ,
tak nam dopomóż Bóg .
I na chwilę cię tylko ziemio czarna ,
kochanko nasza , porzucim ,
na czas wojny , potem jak Bóg da ,
do ciebie powrócim ,
a jak ja nie wrócim ,
to moje synowie dwaj , Antek i Kacper wróci .
A jak nie oni , to
ich synowie ,
co jeszcze mali , i
na wojnę nie pójdą,
dlatego wrócą , a
raczej przyjdą,
i orkę dokończą .
A ty skowronku , dla
nich wtedy śpiewaj ,
aby nic się nie
zmieniło ,
aby wszystko było jak
- jak zawsze było,
aby tradycja była podtrzymana .
A ty ziemio czarna się nie obawiaj ,
bo ktoś z moich , na
pewno do ciebie wróci ,
i na pewno cię nie porzuci.
Bo każdy z nich wie najważniejsze ,
bo każdy z nich wie najpiękniejsze
,
bo każdy z nich wie najświętsze ,
i żaden z nich nie
rzuci ziemi , skąd nasz ród ,
tak nam dopomóż Bóg - tak im dopomóż Bóg .
A jak ja , i moi synowie , z wojny nie powrócimy –
utul ziemio czarna , nasze
ciała skrwawione ,
a ty Skowronku –
żałoby nie ogłaszaj ,
i stypy nie sprawiaj .
Ty tylko śpiewaj , jeszcze głośniej ,
i jeszcze piękniej
jak potrafisz - śpiewaj ,
by naszym bliskim , straty wynagrodzić ,
bo innej nagrody ,
znikąd nie dostaną ,
i śpiewaj im głośno ,
pod mym domem ,
śpiewaj codziennie
rano .
Lecz nie zaniedbuj tych,
co w polu orkę będą
uprawiali ,
będziesz się musiał napracować .
I nie zważaj na to ,
że na razie nie będą cię doceniali ,
młodzi oracze ,ziemi czarnej .
I twego poświęcenia i
kunsztu wielkiego ,
początkowo nie dostrzegą
.
Twego śpiewu Maestro wielkiego ,
Też nie będą znali ,
choć opowiadałem im o tobie ,
ale jeszcze będą mali i zagubieni .
I dopiero z wiekiem
jak ja -wszystko pojmą ,
będą cię podziwiać –
i przyjacielem nazwą .
Dopiero wtedy się to
odbędzie ,
jak im wąsy urosną .
I wtedy dopiero dzisiejsze
wyrostki ,
twoim kunsztem
wielkim ,
będą się roztkliwiać i
doceniać ,
i ściągać czapkę z głowy ,
i jak ja – chłop Polski z dziada pradziada ,
za przyjaciela
wielkiego będą cię uważali .
I pragnąć twego śpiewu będą ciągle,
Jak podczas orki wody źródlanej,
Ciągle będą
spragnieni.
Lecz nie teraz , nie teraz ,
zaczekaj - i wybacz im - bo
jeszcze mali .
Ale się roztkliwiłem , ale się rozmarzyłem ,
ziemia utuli ,
wnuki moje, miast mnie przyjdą ,
żałoba jakaś niezasłużona .
A tu wojnę najpierw trza odprawić ,
bo bez chłopów ,od
pługa oderwanych ,
miastowi będą słabi ,
zbyt słabi ,
by wrogowi odpór dać ,
i wroga na pohybel
puścić .
Dlatego trza się do nich przyłączyć – a juści - przyłączyć
a juści .
Trza zaraz plany wojenne planować ,
i przeciw wrogowi
knować , i nie negocjować .
Choć jeszcze nie wiem do końca ,
na kogo przyjdzie się
porwać .
Na którego pokieruje trąba grzmiąca ,
i werble dudniące .
Czy jakiś nowy wróg się pojawił ,
czy stary znajomy – tradycyjny .
A wszystko mi jedno , z kim bić się przyjdzie ,
kogo będziem zabijać .
Zaś zagadką do końca zostanie ,
komu los będzie
przychylny ,
komu szczęście będzie
sprzyjać ,
co dalej się stanie .
Ale nic to , ciebie
ziemio czarna ,
i ty żółta piaskowa
na Mazowszu –
obronimy, i wroga
naszego ,
tradycyjnie , z
torbami pustymi ,
nie z łupami puścimy
.
Miałem walkę planować ,
lecz znowu się roztkliwiłem,
wybacz skowronku
wybacz gołąbku .
Wojna w planie i bitwa ,
i może śmierć mi
pisana ,
wybacz , ale już idę ,
idę zrobić co muszę ,
trza broń z lamusa
wyciągnąć ,
przez ojca schowaną ,
a czego nie ma , trza
będzie dorobić ,
i z chłopa - w
woja trza się szybko zamienić .
A i umiejętności w
polu , podczas orki zdobyte ,
też trza szybko
zmienić .
I bez ceregieli
wielkiej , nowe nabyć ,
i zamiast batem
podczas orki wywijać ,
trza się szybko
nauczyć zabijać .
Jak to na wojnie jest
przyjęte - zabijać .
Trza się wyzbyć
rosołu niedzielnego ,
i Niedzielnej Mszy Świętej
,
odpoczynku i spania ,
bo czas grozy przyszedł wielkiej ,
czas wojny - czas zabijania .
A i ty kasztan , i ty kary ,
też na uboczu nie
zostaniecie ,
też do obrony,
też do wojny
staniecie,
i w pole ruszycie .
I miast posłusznymi ,
i pociągowymi końmi rolnymi ,
jak ja , od pługa
oderwanymi ,
rączymi mustangami ,
i wierzchowcami się staniecie.
I wiem , że sobie
poradzicie ,
i że podołacie , że nie zawiedziecie ,
jako i ja podołam , i że dacie radę .
Wasze grzbiety
potężne ,
Kacper i Antek
dosiądą ,
bo jeźdźcy z nich nie
lada , a i siłę od pługa ,
i wideł i kosy , potężną mają ,
przeto szablę dziadów
i ojców ,
w ręku swym mocnym,
dzierżyć będą , i z
konnicą na wroga ruszą .
Ja kosę swą w kuźni
wyprostuję ,
i do piechurów
przystanę .
W pierwszym szeregu -
bez tarczy,
bo kosą - aby
śmiercionośną bronią była ,
trza dwoma rękoma władać ,
i nie ma jak tarczy trzymać ,
i nie ma się co przed wrogiem zasłaniać ,
i z otwartą przyłbicą wystąpić ,
i potu i krwi nie skąpić.
Kacper i Antek , synowie moi ,
ostatnio w rzemiośle wojennym dużo ćwiczyli ,
i nawet nie ostatnio .
Ciągle i zawsze , bo ciągle pomiędzy sobą ,
moje wyrostki się o
coś bili , i ciągle rywalizowali ,
ale się kochali , i przeciw sobie nie knowali.
Ale teraz w wojennym rzemiośle im przyjdzie rywalizować ,
i podejmą wyzwanie ,
i nie będą pasować ,
nie będą .
Ale ale , bo
niechcący coś na ich temat odkryłem ,
i z tobą się podzielę skowronku ,
moim spostrzeżeniem .
bo pamiętasz ?
jak wczoraj Kary i
Kasztan ,
tak słabo pług
ciągnęli , jakby z sił opadli ,
jakby sił nie mieli - bo nie mieli .
Bo w niedzielę
wieczorem ,
Antek i Kacper , na
ich grzbietach siedząc ,
po polach i łąkach ,
i lesie co tam na wzgórzu ,
się ścigali , i to oni nasze
konie dzielne ,
do pracy na roli przy pługu stworzone - tak zajechali.
O próżniacy wstrętne
, znowu rywalizowali ,
i wyprzęgać musiałem
,
i dać odpocząć koniom .
A jak przyjdę do
domu,
dam łupnia wielkiego tym ułanom ,
ale dam im bobu , ale
, ale będzie .
Nie popuszczę im
tego występku , nie odpuszczę ,
ale dam im łupnia ,
ale dam im bobu .
A potem przy stole ,
moim okrągłym siądziemy , i po jednym łupniemy,
i prawdziwym bobem
przegryziemy ,
i się pośmiejemy .
Ja do rozpuku śmiał
się będę ,
o przegranego pytając ,z udawaną pogardą .
Oni wszystko będą przyjmować poważnie - na twardo .
Nawet w rozmowie
będą rywalizować ,
ale jak matka
przyjdzie do izby –
przestaną – umieją
się zachować .
A potem dalej o wojnie będziemy rozprawiać ,
i na naradę do
sołtysa się udamy .
A i ty lemieszu błyszczący ,
serce mego pługa , ty też udział swój ,
w wojnie miał będziesz ,
to ci już mówiłem ,
teraz jeno powtórzę ,
bo ostry jesteś jak
miecz krzyżacki ,
i dobrze ziemię
tniesz na skibę ,
i tak samo w bitwie
się zachowaj .
I tnij wtedy lepiej niż umiesz ,
bo na topór ostry w kuźni cię przerobię ,
i za pas włożę , i
będziesz mi bronią ,
gdy kosa zadanie swe wypełni ,
i się złamie , śmierć wrogowi zadając .
Lecz nie martw się wtedy
mój drogi ,
że ty ją zastąpisz .
Bo gdy wszystko się skończy ,
krew wroga z ciebie zetrę ,
z powrotem w lemiesz
zostaniesz błyszczący ,
i bezcenny zmieniony
.
Bo jako lemiesz
błyszczący - jesteś najbardziej cenny ,
i jako lemiesz
najbardziej ceniony .
Choć może przez
innych ,to się stanie .
Może nie przeze mnie,
ale tak na pewno się
stanie ,
bez względu na to, co się stanie ,
ty na pewno z powrotem lemieszem się staniesz ,
przyrzekam ci solennie .
I każę mej Hance sukmanę mą wyprać i uszykować ,
bym godnie w polu
stanął ,
i godnie wyglądał .
I wiem , że uszykuje , i wiem że uprasuje ,
i wiem ,że do
prasowani woda będzie nie potrzebna ,
bo Hanka sukmanę
łzami skropi ,
ale przyszykuje , ale
uprasuje .
A potem razem herbaty mocnej się razem napijemy,
z garnuszka fajansowego
,
nie porcelanowego ,
ani porcelanowej filiżanki,
bo nawet takiej ,nie
umiałbym trzymać w dłoni ,
ba - w dłoni, w dwóch palcach jeno ,
jak inni sztukmistrze to robić potrafią ,
jak oni to robią , to
przecież takie trudne ,
trzymać jeno kciukiem
grubym ,
i tym wskazującym, a
ten serdeczny ,
na baczność musi być
wówczas wyprostowany ,
a sztuka to nie lada
,
i inaczej nie wypada
,
bo tak się ponoć pije
ten trunek ,
w pałacach i zamkach, i na salonach .
I ich mieszkańcy ,
tylko tę sztukę opanowali,
i ją odkryli, a może
u innych ,
równych sobie stanem
i umyslem podpatrzyli,
i z uporem ją
kontynuują ,
a gdybym nawet tę sztukę opanował ,
to nadal nie
wiedziałbym ,
co z tymi dwoma
zrobić ,
co udziału w sztuce
nie biorą , co z nimi zrobić ,
jak one mają się zachować?
Być ugięte czy też wyprostowane
,
ale to by mogło ,
estetykę picia
zaburzać ,
co z nimi zrobić , jak
je użyć ,
bo widzę , że nawet
ci wtajemniczeni do końca nie wiedzą ,
a może wiedzą ,może
tylko nie potrafią , bo to takie trudne .
Trudne i ciężkie są tej sztuki arkana .
Jedni mają ugięte , inni prosto je trzymają ,
i którzy z nich są na prawie ,którzy rację mają?
KTÓRZY RACJĘ MAJĄ ,
KTÓRZY Z NICH SĄ
CHAMAMI ,
A KTÓRZY
AUTENTYCZNYMI PANAMI ,
KTÓRZY UZURPATORAMI
JENO ,
A KTÓRZY TĘ WIEDZĘ
TAJEMNĄ DLA MNIE ,
WE KRWI SWOJEJ
BŁĘKITNEJ MAJĄ .
OJ PRZYSZŁOŚĆ ICH
CZEKA TRUDNA ,
TYCH KTÓRZY SZTUKI
JESZCZE NIE OPANOWALI .
BĘDĄ MUSIELI
ZALEGŁOŚCI NADROBIĆ ,
I CZAS DROGI
NIEZMIERNIE - POŚWIĘCIĆ ,
BĘDĄ MUSIELI JESZCZE
DŁUGO ĆWICZYĆ ,
I DŁUGO , DŁUGO SIĘ MĘCZYĆ .
MINY , I PALCE – PROSTE CZY UGIĘTE ,PROSTE CZY UGIĘTE ,
BĘDĄ SIĘ MUSIELI TEGO
NAUCZYĆ ,
JAK CHCĄ DO PUSTOTY DZIWACZNEJ
O KRWI JAK ZACHODZĄCE SŁOŃCE BŁĘKITNEJ DOŁĄCZYĆ .
PROSTE CZY UGIĘTE , O
TO JEST PYTANIE .
PROSTE CZY UGIĘTE ,
OTO JEST WYZWANIE .
BO JAKIEŚ BYĆ MUSZĄ ,
PROSTE CZY UGIĘTE ?.
A I POWIEM CI
PRZYJACIELU MAŁY - PRZYZNAM CI SIĘ ,
ŻE TEŻ PRÓBOWAŁEM SIĘ
KIEDYŚ ODCHAMIĆ .
I CHOĆ NA CHWILĘ
PANEM , MAGNATEM ZOSTAĆ
CHOĆ MOJA CZERWONA TYLKO ,JAK ZACHODZĄCE SŁOŃCE.
ALE TYLKO PRZEZ
CHWILĘ PRÓBOWAŁEM ,
I W UKRYCIU PRZED
HANKĄ I SYNAMI ,
ŻEBY NIE WIDZIELI ,
ŻE STARY SPASOWAŁ,
I NIE PODEJRZEWALI,
CZY ABY NA PEWNO NIE
ZWARIOWAŁ .
I PRÓBOWAŁEM , I
PRÓBOWAŁEM ,
POĆWICZYĆ I GARNUSZEK Z HERBATĄ ZA UCHO ,
W DWA PALCE WZIĄŁEM
JENO ,
ICH WZOREM WSPANIAŁYM
- ALE MI NIE SZŁO ,
BO TEJ RESZTY PALCÓW ,
JAK NA PANA PRZYSTAŁO
, NIE MOGŁEM POUKŁADAĆ ,
NIE MOGŁEM .
TOĆ TO PRZECIEŻ
SZTUKA NIE LADA ,
I DUŻO ĆWICZYĆ TRZEBA
,
A TO PRZECIEŻ CZAS
DROGI ZABIERA .
I CHOĆ PRÓBOWAŁEM ,
TO MI NIE SZŁO,
A JAK NIE SZŁO , TO
PIĆ TAK NIE WYPADA .
PRÓBOWAŁEM , AŻ W KOŃCU ZROZUMIAŁEM ,
ŻE PANEM RACZEJ NIE
ZOSTANĘ ,
I NAWET NIE CHCĘ ,
I DALEJ WOLĘ BYĆ POŻYTECZNYM
-CHAMEM .
I DO WNIOSKU DOSZEDŁEM DRUGIEGO ,
ŻE TO NUDNE , I GŁUPIE BYĆ PANEM .
I NIC WIELKIEGO , NIC
POŻYTECZNEGO .
A I POWIEM CI JESZCZE SKOWRONKU ,
ŻE TYCH MIN DZIWNYCH ,
KTÓRE PO KAŻDYM ŁYKU
U NICH ZAUWAŻYŁEM ,
JAK RAZ ZDARZYŁO MI
SIĘ ,
SIEDZIEĆ Z NIMI PRZY JEDNYM STOLE ,
NIE PRÓBOWAŁEM NAWET NAŚLADOWAĆ .
NO BO PALCE TO JESZCZE ROZUMIEM,
CHOĆ MAŁO - ALE TOLERUJĘ I TO MYŚLĘ WYSTARCZA .
ALE MINY PRZEDZIWNE –
NIE POJMUJĘ .
CZY TO KUNSZT AKTORSKI – CZY BŁAZENADA .
I TO PO KAŻDYM ŁYKU ,
SIORBALI I MINY PRZEDZIWNE ,
I WYRAFINOWANE ROBILI
–
I WCALE SIĘ Z TYM NIE KRYLI ,
A JA SWÓJ ŚMIECH SZCZERY LEDWO POWSTRZYMYWAŁEM.
I JUŻ POBIĆ ICH W TEJ SZTUCE PAŃSKIEJ NIKT NIE MÓGŁ,
NAWET SAM DIABEŁ – CO
W TYM TEMACIE PRZODUJE .
ICH NIE ROZUMIEM,
TEGO NIE ROZUMIEM ,
CHOĆ SIĘ STARAM JAK
UMIEM , ALE I TAK NIE ROZUMIEM .
DLATEGO NAWET NIE PRÓBOWAŁEM ICH NAŚLADOWAĆ ,
WOLAŁEM SWĄ GODNOŚĆ ,
KTÓRĄ SAM NADSZARPNĄŁEM ,
CHOĆ TROCHĘ PRZED
SOBĄ ZACHOWAĆ .
I NIE PRÓBOWAŁEM -Z
ULGĄ PRZYZNAJĘ .
I NIE WIEM DLACZEGO , Z TYMI MINAMI TAK WYDZIWIALI .
A MOŻE , MOŻE ONI SIĘ SOBIE , TAK NIEWINNIE POKRZYWIALI
,
W KAŻDYM RAZIE , MIN
NIE PRÓBOWAŁEM,
ONE SĄ ZBYT TRUDNE DLA MNIE ,NIE DO NAŚLADOWANIA .
I WOLĘ Z DYLEMATEM
ZOSTAĆ INNYM ,
PROSTE CZY UGIĘTE ? ,
PROSTE CZY UGIĘTE .
A TY JAK SĄDZISZ
SKOWRONKU ? – PROSTE CZY UGIĘTE ? .
WIDZĘ , NIC NIE MÓWISZ , NAWET ŚPIEWAĆ PRZESTAŁEŚ ,
I CHYBA TOBIE TEŻ TO SZTUKMISTRZOSTWO PAŃSKIE –
APETYT i VENĘ
ODEBRAŁO .
Krótko bardzo trwały te moje próby skowronku ,
w ukryciu dokonywane
, ci zdradzę .
I dobrze , że Hanka
moja nic nie zauważyła ,
i dobrze ,bo już nigdy w jej obecności ,
W IZBIE SWOJEJ CHATY
,
NIE MÓGŁBYM SIĘ NAPIĆ ,
PO LUDZKU HERBATY –
HA HA HA .
I w moim mniemaniu ,
sztuka ta , sama w
sobie nic nie wartuje ,
i przesiąknięta jest
jeno pogardą ,
dla tego co ja wyznaję ,i co ja w sercu czuję .
I moi bliscy i moi
sąsiedzi ,i za nich wszystkich mówię .
I sztuką jest dla
nich tylko ,tych szlachetnie urodzonych ,
jak im się zdaje .
Zaś dla nas kiczem,
podobnie jak ich pałace ,
zamki i dwory nie zasłużone ,w których zimno jest ,
i podczas upałów i mrozów - tam zawsze jednaka ,
chłodna temperatura panuje ,i wyrachowanie
chłodne ,
do temperatury adekwatne .
I jednakorz zdrada wszelaka z nią w parze idzie,
dla nas zdrada , dla nich wyrachowanie i poetyka nawet,
aby przetrwać , wojny
i niewole , bez szkody nadmiernej,
tej materialnej ,tej nie moralnej .
A nawet zyski z niej
wyciągnąć niezmierne chcą ,
i oni herbatki w porcelanie pić nie przestaną ,
ani trunków swych podłych , w kryształy nalane ,
którymi toasty będą wznosić fałszywe ,
a może prawdziwe , na
cześć zwycięzców ,
na cześć władców
nowych ,i nowego prawa narzuconego ,
nam obowiązków, im przywilej .
I dalej będą , i nie
przestaną kurzyć cygara ,
i radzić , i knuć przeciw sobie i nam ,
i przeciwko krajowi , i całemu narodowi , i radzić i tylko
radzić ,
I NIC NIE PORADZIĆ ,
I NIC NIE ZARADZIĆ , TYLKO RADZIĆ ,
I DALEJ , I ZAWSZE I PRZED SZKODĄ I PO SZKODZIE ,
BYĆ W TYM SAMYM STANIE UMYSŁU , KTÓRY ZNAMY ,
KTÓRY JUŻ ZOSTAŁ
ZDIAGNOZOWANY ,
DLATEGO NIE BĘDĘ GO
POWTARZAŁ,
DLATEGO NIE BĘDĘ GO
OBNAŻAŁ ,
TYLKO DOPOWIEM ,
TYLKO POWIEM ,
TYLKO WYKRZYCZĘ GŁOŚNO .
O nie mości panowie magnaci ,
my też swój głos , w knowania wasze wtrącimy,
i plany wasze niecne
,
mocno pokrzyżujemy ,
a nawet zmienimy .
Bo my Bóg , Honor i
Ojczyzna ,
nie tylko na
sztandarach mamy wypisane ,
lecz w głowach i
sercach naszych chłopskich ,
dłutem świętym są
mocno wyryte ,
i pługiem chłopskim
wyorane .
A przeto
niezniszczalne , i nie zbywalne ,
i nie sprzedawalne .
Dlatego my staniemy,
my chłopi polscy ,
i mieszczan naszych w
bitwie wesprzemy ,
a może to oni nas
wesprą ,
bo już się gotują ,
do bitwy stanąć w
polu , u boku naszego ,
a może my u ich boku,
ale w polu będziemy jedno , będziemy jedno .
A jeszcze ci , co spośród
magnatów się wyłamią ,
i sporo tych zdrajców
swego stanu ,
z nami w polu stanie ,
jak drzewiej bywało .
Tych zdrajców dla nich
,dla nas jak my - patriotów .
I nie napiję się z wami herbatki , panowie z salonów ,
po waszemu , w
kiczowych bogato zdobionych ,
małych filiżankach,
bo ręce me nawet nie pasują ,
by ją w ręce potężnej
dwoma palcami trzymać ,
i nie nawet z niechęci ,
jeno z wielkości rąk
naszych ciężkich i wielkich,
co i pług i widły, i szablę jednako mocno trzymają ,
i w bitwie wojennej , i po niej , w pokoju .
A i ten serdeczny nie
mogę wyprostować ,
i na baczność
postawić ,
bo on u mnie zawsze ugięty ,
bo ma dłoń , i ten
palec , zawsze coś trzyma ,
jak powiedziałem , i tak mu już zostało .
I tak , w takiej pozie ugiętej zawsze zostaje ,
i on jej jest w tym pomocny , choć mały ,
ale potrzebny, bo
częścią mnie jest ,
i podziela moje ego ,
a i kręgosłup mój ,
w przeciwieństwie do niego ,
w pozie wyprostowanej się zaprogramował,
i się nie ugnie , ni
w salonie , ni w bitwie w polu ,
i też nie będzie pasował .
A i Hanka moja , w takiej pozie salonowo pałacowej ,
Na ugiętym kręgosłupie
z filiżaneczką małą herbaty ,w dwóch
paluszkach trzymaną jeno ,
by mnie zobaczyła , ze
śmiechu by chyba skonała ,
i nie wiem czy by mi tą zdradę wybaczyła .
I do końca życia ten
kicz herbaciany , by mi wypominała ,
i straciłbym u moich
szacunek wszelki ,
i marionetką bym
został w rodzinie ,
i już widzę jak podczas wspólnej uczty ,
by wszyscy w mojej
obecności ,
swoje serdeczne , na
baczność stawiali ,
i śmiech tylko
szyderczy ,
w obecności mojej by
powstrzymywali .
Och jak bym się czuł
wtedy,
wiem i powiem ci
przyjacielu ,
że mógłbym tego nawet
nie przeżyć .
Ale tak na szczęście
nie będzie ,
bo z nimi herbaty po
swojemu ,
w garnuszku napić się
mogę ,
choć nie chcę , lecz
mogę ,
a i dobrze , że
takich filiżanek nie mam,
i dobrze , bo
odsunąłem trwogę ,
by mnie nie korciło , by mnie nie nęciło .
A co zrobić , jak ich nazwać ,
tych no wiesz , tych skowronku drogi ,
co zawsze cało chcą
wyjść z każdej zawieruchy ,
bez szwanku , a
najlepiej z zyskiem,
i Bogiem po swej stronie ,
i na pomysł szatański wpadli ,
nam każą walczyć , nam każą bronić ,
a sami z wrogiem się
układają ,
z wrogiem knują , wrogowi
herbatki swoje ,
i trunki wszelakie i
miody polskie proponują ,
i czekają biernie , aż się rozstrzygnie .
Kto w bitwie zwycięży
,by się do zwycięzcy przyłączyć ,
by do zwycięzcy , jako zwycięzcy dołączyć .
I po bitwie heroldami się stają ,
i wszem i wobec
ogłaszają ,
że chłopi
niegodni przegrali - i dobrze - niech żyje król nowy,
miłościwie nam panujący .
Lub w innym przypadku
,po naszym zwycięstwie ,
myśmy wygrali , my patrioci ,Bóg dopomógł , Bóg
pobłogosławił ,
myśmy wygrali , my wielcy , my wspaniali , z krwią błękitną
w żylach,
my wygrali .
Chłopi znowu
przegrali , choć wygrali ,
znowu się dali
podejść i oszukać ,
choć tego na głos nie
powiedzą ,
bo wiedzą , bo
wszystko wiedzą , jak judzić i jak oszukać .
I piją tylko trunki dla mnie podłe ,i cygara
palą ,
a podczas bitwy ,
podczas wojny radzą , tylko radzą ,
nie zaprzestając
swych czynności salonowych -
o czym wtedy radzić?
–
a choćby o braciach zza Buga radzą ,
i tak trwają , i tak czekają
, i tak zdradzają,
i tak patriotami się stają
,
swoimi patriotami ,
swoimi , tylko swoimi .
Ale dość biadolenia skowronku ,
bo do wojny trza
wrócić , i o niej prawić ,
i ze śmiercią , nie
wrogiem się układać .
Do boju chłopy , do boju , szkoda gadać .
I ja stanę , i my staniemy , naprzeciw wroga ,
z orężem przez siebie
zrobionym,
w szyku bezładnym
- chłopskim ,
szyku bojowym , w
szyku złowrogim dla wroga ,
i co on z oddali zobaczy ? jak myślicie moi mili?
,i ty skowronku
szlachetny .
Łoże Madejowe ku
sobie zwrócone ,
i czapki chłopskie z
piórami ,
i sukmany, i chłopów
z wąsami długimi ,
i nienawiścią w
oczach , i tych co u ich , u naszego boku ,
którzy też nie mają zamiaru uciekać ,nie mają zamiaru
pasować ,
i pohybel na wroga
mają przygotowany ,pohybel wrogowi dedykowany ,
i z pohyblem nań czekają .
A nad nami co ,
a nad nami kto,
a nad nami orzeł
Biały ,
i ona ,ona wielka ,
ona - przez Boga
pobłogosławiona ,
ona - co do boju
zagrzewa ,
ona - nasza wspólna ,
ona - nasza zwycięska ,
ona - nasza święta ,
nasza biało czerwona .
Bo my co na tym polu stoimy ,
jedno przesłanie ,
wspólne wyznajemy,
my wszyscy , nie
rzucim tej ziemi ,
nie rzucim jej , bo stąd nasz ród ,
nie rzucim jej , tak nam dopomóż Bóg ,
bo my jej nie rzucim
,
nawet gdy na niej zginiemy,
tak nam dopomóż Bóg ,
tak nam dopomóż Bóg .
I oto czas nadszedł,
gdy o boju czas -i
trza przestać gadać ,
gdy do boju krwawego,
trza chłopy stawać ,
i trza wroga zabijać .
i niech ręka , ni na
chwilę wam nie zadrży,
bo wtedy słabość
nasza, może się obnażyć ,
i wróg może to
wykorzystać .
przeto żadnych oporów
nie miejcie ,
i w pierś wroga
celujcie .
Wszystkim co w ręku dzierżycie ,
szablą , kosą , toporem, i innym ostrzem .
I podczas bitwy o wszystkim zapomnijcie ,
wtedy nikogo nie
miłujcie ,
wtedy tylko gniewem i
nienawiścią się kierujcie ,
i do przodu i na
wroga nacierajcie ,
i śmierci która
czyha na nas w boju ,
też się nie dajcie ,
i przed nią kręgosłupa swego też nie uginajcie ,
bo prócz niej - pani nieuchronnej
,
co dusze z ciała zmarłego wyrywa
Bóg najwyższy jeszcze istnieje ,
co życie może przywrócić,
i na tym i na tamtym świecie .
I ja też kosą swoją będę w boju wywijał,
i nie odpuszczę , i
będę zabijał .
Po trzykroć powtórzę
– będę zabijał ,
a gdy ta się złamie ,
później topór z
lemiesza przekuty , w ruch pójdzie ,
i żaden wróg z pod
niego nie ucieknie ,
i z życiem nie ujdzie .
A ręka ma mocna i
twarda ,
i topór w niej ostry , i śmiercionośny,
wroga zbyt blisko nie
dopuści,
i popłoch zasieje w jego szeregach ,
i śmierć mi pisana w
tym polu ,
będzie się oddalać .
Bo topór mój ostry i
śmiercionośny , jej nie dopuści .
Lecz wróg podstępny -
ołowiem pluł będzie ,
z muszkietów kulami .
I kula też jest ostra , i strachu nie zna ,
i nie wybiera , i jeśli się zdarzy ,
że trafi w pierś moją
, i zada cios śmiertelny ,
to cóż, to trudno ,
tak być miało , tak mi pisane ,
nieuchronne się stało , zginąłem na polu ,
w mej ojczyzny , i ziemi czarnej obronie .
I w wierze wielkiej ,
we wszystko co miłuję ,
za to zginąłem .
Ale to nie wszystko
jeszcze , tak dobrze nie będzie ,
trzeba się będzie
jeszcze rozliczyć , z tego co było ,
i przed Obliczem
Najwyższego stanąć ,
i przyznać się do
wszystkiego ,
tam nic się nie
ukryje ,
tam nic nie umknie - do wszystkiego .
A jak już stanę przed Obliczem Jego ,
ciebie skowronku
wezwę ,
ty mi będziesz
świadkował ,
ty mnie znasz
najlepiej ,
bo przyjaciółmi byliśmy wielkimi ,
i cię poproszę abyś
powiedział wszystko ,
i nic nie ukrywał .
Wszystko - jakim był ,
wprzódy za życia ,
jak żem klął i
pracował ,
klął jak cały tabun szewców złośliwych ,
bo nie w gwóźdź ,
a w palec młotkiem , każdy z nich wcelował,
ale żem też za trzech walczył ,
za to w co wierzę , i
żem –
BOG , HONOR OJCZYZNA
MIAŁ NA USTACH ,
gdym wydawał ostatnie tchnienie .
I za trzech żem pracował,
i żem czasem za wiele
popił ,
dla zapomnienia i odprężenia ,
ale nazajutrz ,
już wszystko było
przypomniane co dobre ,
już wszystko było w
porządku ,
i do normy wróciło ,
i razem pracowaliśmy
w polu ,
ja i moje konie , żeśmy pracowali ,
a ty swoim śpiewem
mistrzowskim ,
nas do pracy zagrzewałeś ,
by nie była zbyt ciężka ,
i nie była dzięki
tobie , taka ciężka .
I jeszcze powiesz ,
żem w czasie wojny zabijał ,
i Jego piąte
przykazanie złamał ,
a przy okazji ponurej
,
i inne przykazania złamać się zdarzyło .
I żem z miłości
wielkiej to uczynił ,
do ziemi mojej
czarnej , może brunetki ,
ale na pewno kochanki
,
i do mojej innej
kochanki i żony , mojej Hanki ,
i dzieci moich
kochanych , i ojczyzny miłej ,
choć ta mnie nieraz łoiła ,
a ja drugi policzek nastawiałem ,
ale i tak , jak wiesz
skowronku ,
bezgranicznie ją kochałem ,
i z miłości wielkiej
,
do tego co już wyznałem ,
z powodu tego samego ,
wroga nienawidziłem .
Dlatego zabijałem ,
bo zabijałem ,
bo przyszedł nie proszony ,
zabrać mi , i nam - wszystko co kochamy ,
i co wymieniłem , nasze
kochanki i żony ,
i nie tylko w swoim imieniu - jak wiesz , to zrobiłem .
Wiem skowronku o co cię proszę ,
lecz nie odmawiaj
przyjacielowi ,
tej posługi ostatniej ,
lecz za nim to
zrobisz ,
prośbę mam jeszcze
jedną do ciebie –
jeszcze mi raz
zaśpiewaj ,
tylko dla mnie zaśpiewaj ,
egoizm przeze mnie przemawia ,
i to też powiesz na
moim sądzie ,
to też powiesz , a teraz cię proszę - śpiewaj ,
a wesoło , a skocznie
bardzo ,
jak tylko potrafisz ,
a gdy cykady i świerszcze ,
smutne melodie grać
będą ,
w akompaniamencie dla
ciebie –
ty bądź głuchy wtedy
na ich muzę ,
i wesoło śpiewaj .
Choć powiesz skowronku prawdziwie ,
jak żyłem , taki
wylewny nie byłem ,
i nie potrafiłem okazać tego ,
o czym teraz mówię , o
czym teraz prawię ,
ale wiesz , że nie
kłamię ,
bo w wojnie - czynem –
nie słowem ulotnym to
udowodniłem –
myśmy to udowodnili ,
bo my chłopi , tacy jesteśmy –
tacy zawsze żeśmy byli ,
i swej ziemi ,
skąd nasz ród ,
nigdy nie porzucili ,
i nigdy nie porzucimy ,
tak nam Dopomóż Bóg ,
tak nam Dopomóż Bóg .
HENRYK JAN ŁYSZCZEK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz