ŚCIERNISKO
Nie ma już tych drzew wielkich i wspaniałych
co nad domem mym małym górowały,
okrywając go cieniem błogim,
i tajemnie może magicznie nawet szumiały
a listkami łagodnie szeleściły
kojąc jak balsam łagodny
frustracje i zwątpienia moje wszelakie
w groteskę i małość je zmieniając.
Nie ma już tych ptaszków małych,
co przed chwilą jeszcze
w konarach ich rozłożystych ćwierkały
ciągły festiwal głosów mistrzowskich odprawiając
od chwili gdy słońce pierwszy promień swój jasny
na wschodzie pokazało
i ostatni na zachodzie schowało.
I budziły mnie o świcie co dzień
te skrzydlate rozrabiaki
czy pochmurny był i zimny
czy ciepły i jasny
nawet świętom nie odpuszczały
gdy zaplanowane miałem
wydłużone i leniwe spanie.
A wytrwałe były i zaciekłe
w złośliwości swojej maleńkiej
przedrzeźniając się z lenistwem moim .
A ja te złośliwości dobrotliwe
melodią tajemną i wysokim c podszyte
za najlepszą nutę brałem.
Ni złości ni ansy do nich przez to nie czułem
Nawet kunsztu wielkiego im zazdrościłem
który bez powodzenia
naśladować próbowałem nieśmiało
bo jak one wszystkie
są wielkimi Diwami i Maestro
tak i ja wielkim jestem człekiem
ale posturą jeno
a nie śpiewu mistrzem.
Jak widać ,w czasie przeszłym
swoje radości małe przedstawiam
bo runęła moja sielanka
i los innym obdarzył mnie dobrem wspaniałym
bo radości miałem zbyt wiele
i niezasłużenie z nich korzystałem
choć bezwiednie i mimo woli.
Brakuje mi teraz tych złośliwców maleńkich
co mnie rankiem zawżdy na nogi stawiały
bo zniknęły wraz z drzewami
które nagle stały się cenne
lub nie potrzebne i zbędne
dla postępu przyszłego
któremu miejsca ustąpić musiały
w imię celu wyższego
i z nimi dokonały swego istnienia.
Oj jak boli!
Tylko rdza ruda ,
tylko piach jałowy
masy żelbetu podłego
i beton kamieni kupa podle rzuconych
bezład artystyczny udający
na wiano dla przyszłości zostały
i jako plon naszej pracy doczesnej ,
ściernisko po żniwach przypominają.
Tylko gwiazdy te same
nad mym domem mrugają
i świecą światłem jasnym
gdy jasność ich zapalono u zarania.
Choć tylko nocą przejrzystą i czystą
ich Boskość widzę cudowną
która me zwątpienia w wielkość Stwórcy koi
i na właściwe drogi kieruje,
ale widzę wyraźnie
że tylko one nie zawiodły
i choć duszy nie mają
o swym przeznaczeniu nie zapomniały.
Nie ma już sadu mojego
w którym przed chwilą jeszcze
jabłkiem soczystym się posilałem
ni drzewa w nim wiśniowego
ni gruszy starej , ni czereśni z jagodami
jak miód słodkimi,
choć te , zanim się w słodycz zamieniły
kwitły kwieciem cudnym
jakby w baśni zerwanym
oko ludzkie ciesząc
nozdrza zaś nasze
zapach nieba
w tej porze kwiecistej i krótkiej wciągały
a i pszczoły robotnice szlachetne co robić miały
w ten czas radosny i piękny
pracowicie nektar z kwiatów zbierając.
I wszystkie jednako przepadły
wraz z tymi,
o których przed chwilą
z żalem skomlałem .
I w niwecz jak tamte
zmielone zostały
by miejsce zrobić
w imię - i dla postępu podłego,
przyszłości domniemanej
choć nie pewnej i nie znanej
ale jako poetycznej i mistycznej -zdefiniowanej
Och jak boli!
tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
żelbetu masa wokół
i beton kamieni kupa
niechlujnie rozrzuconych wszędzie
bezład artystyczny udający
w tym miejscu poetycznym radosnym i pożywnym
na wiano dla dzieci naszych zostały
i jako plon naszej pazerności postępowej
ściernisko po żniwach przypominają
Tylko słońce to samo co od zawsze
gdy tylko mu świecić
światłem jasnym i ciepłym
Słowem Boskim nakazano
nigdy się jakoś nie znudzi
choć wciąż takie samo
i tą samą drogą ciągle chadza.
Ależ pospolita i nudna się wydaje
jego przewidywalność.
A jednak po zachodzie tajemnym i nieuniknionym
czekamy aż wschód nowy nadejdzie
i znowu jasność radosna nastanie
i rozjaśni wszystko ciemne.
I tym samym światłem i ciepłem Boskim
mi - nieborakowi i okruszce wszechświata posłuży
jak mu przykazano podczas jego narodzin.
Niezmiennie fason trzyma pierwotny
przez wieków tyle w erach liczonych
przyznać to trzeba sumiennie.
A plecy moje w lato upalne przypieka
i na brąz ciemny maluje.
Tylko słońce nam pozostało
ciepłe jasne ,i nie zmienne
od wieków niezliczalnych
tylko ono nie popaprało swego przeznaczenia
choć duszy w nim nie ma.
Widać gołym okiem bez powiększenia
że słońce ciepłe i jasne dla nas
to sprawka nieba.
Dla przeszłości naszej była przeznaczona
od której wszystko się zaczęło,
a także teraźniejszości podłej przyświeca
i przyszłości niewiadomej też nie opuści.
I nie wiem czy się cieszyć z tego jego istnienia,
czy strumieniem wylewać
swoje łzy słone i ukryte żale
bo nie wiem wcale
czy dużo to czy mało
z tego wszystkiego , co nam dano
i co nam pozostało.
A tam po prawej ,
na wzgórku niewielkim
o szczycie ostrym jak pal zastrugany
blisko nieboskłonu tajemnego
z którego ostrza widziałem
co jeszcze za nim daleko,
a wzrok mój z tego miejsca ostrego
sięgał granic orientu.
Dla innych co w oddali,
na nizinach rozległych
i miastach z betonu
byt swój święty postępem podłym mordują
niedostępne to dziwy natury.
Szkoda wielka ,
że się tak zacietrzewili w nowoczesności
że nigdy nie zaznają tej mistyki natury
jej dziwów tajemnych , i wielkiej Boskości
która do refleksji prawdziwej nakłania
co dalej ,
co teraz ,
co i jak było
aż od naszego zarania
czy gnać do przodu dalej w ciemno
czy może lepiej wsteczny wrzucić
może życie nasze wymaga zastanowienia
a po nim - nawrócenia.
Przed chwilą jeszcze
u podnóża szczytu ostrego
las rósł niewielki ,
ale wspaniały bo stary.
I drzewa w nim wielkie
i wielkie na nich konary.
Cieniem błogim służył wszystkiemu co żyje
i przed palącym słońcem
i deszczem ulewnym ,
jak parasol wielka
też cię okryje.
A zielenią swoją soczystą ,
w leśną gęstwinę zbitą,
nieprzebytą tworzył plątaninę.
Przeto nie wszystkiego mogłeś dotknąć
,,swoimi postępowymi łapami’’
a tylko podziwiać komplementować i dylektować
swoje oczy i nozdrza
najlepiej z oddali
tym wszystkim wspaniałym ,co w nim żyje.
Jaki on dobry i pożyteczny
choć duszy w nim nie było.
Zwierzynie wszelakiej i ptactwu
domem był pięknym,
i azylem bezpiecznym -
choć mały .
Tak nas zachwycał mocno
że w pień wycięty został cały .
Choć mały i tani , i małoważny przeto,
bo mały
i zawady , nawet niewielkiej nie dawał nikomu
bo mały.
Nagle drogocennym stał się dla kogoś postępowego
lub zawadą wielką
choć mały.
Tylko martwe kikuty pni starych i grubych,
po lasku magicznym i wspaniałym zostały,
i z czarnej ziemi wystają skonane
jak pomniki cmentarne,
choć krzyżami cierpienia nie obleczone są pnie owe
to jednak cierpieniem i bólem krzyża naznaczone.
Bo żyć jeszcze powinne
bo choć stare dla nas ,
to jednak młode były jako drzewa i bardzo niewinne.
I mogły trwać i cieszyć długo
następne pokolenia
A ziemia dotąd zdrowa i żyzna w tym miejscu
na erozję chorować zaczęła.
Takiego my -homo sapiens wspaniali
dokonaliśmy postępowego dzieła.
Aj jak boli!
tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
i żelbetu masa wokół podłego
i beton kamieni kupa
chamsko rozrzuconych wszędzie
bezład artystyczny udający
na wiano przyszłości zostały
i jako plon naszej pychy uczonej
nabytej - nie odziedziczonej
ściernisko po żniwach przypominają
Tylko księżyc nie zawiódł
on wciąż taki sam
aż od swego zarania
nie zmienia swych obyczajów tajemnych i dziwnych
i noc z siostrami gwiazdami rozjaśnia
najbardziej gdy pełnia
wtedy najmocniejszy ,wtedy najsilniejszy
wtedy jest mocarzem
i morza wielkie przyciąga
i potężne oceany ,
przypływ im dając
następnie w rogal tajemny się zamienia
i znika nagle
by się za chwilę w nowiu znowu odrodzić
i znów mi ślepcowi kurzemu
drogę w nocy osłodzi.
Ale ten świeży rogal jary
jak nowo narodzony
choć taki stary.
Od lat nam świeci ,
i nie znudził mu się jeszcze
wciąż ten sam obyczaj oklepany.
Jaki on wierny i wdzięczny ,
i wciąż pamięta o swoim przeznaczeniu
i swoim przesłaniu.
Szkoda tylko mili ,
że my takiej pamięci nie mamy
a przykładu dobrego
też naśladować nie zamierzamy
bo niby do lepszego gnamy..
A tam po prawej w oddali
u podnóża cmentarzyska niewielkiego
na którym pnie martwe
drzew skoszonych królują
w ciszy i cierpieniu
bo życia tam już nie ma,
przed chwilą jeszcze
jeziorko było niewielkie.
Lecz głębokie i czyste
a woda w nim zimna i przejrzysta
wszystkie gorące pragnienia zagasić mogła.
I widziałeś w niej człeku
odbicie duszy swojej podłej
jak w magicznym lustrze.
Dlatego ludziom
niechętnie jako zwierciadło służyło,
by zawodu wielkiego
z własnego odbicia nie było.
Że podli i głupi jesteśmy
Choć homo sapiens się dumnie zwiemy.
Lecz nie zauważamy w swej pysze wielkiej
jak słabi i mali ,i puści i brutalni niepotrzebnie,
i pyszni i butni i zarozumiali jesteśmy
choć za wybrańców się uważamy - sami.
Tylko gwiazdom godnym co na niebie świecą
srebrne odbicie ich światła cudnego
jeziorko oddawało.
A dla nas podłych i ułomnych
ciągle falką małą wzburzone
karykaturę zasłużoną i śmieszną
wielce nabzdyczoną i ,,mondrom’’
prześmiewczo pokazywało .
I przeto , patrząc w jego głębokość krystaliczną
ciągle błazna żeśmy w nim widzieli
choć cyrk daleko przecież,
a tych wokół pełno.
Wot
Taka to dziwna satyra natury
nam zasłużenie serwowana
przyznać bez ogródek trzeba.
A w toni jego srebrzystej,
a w głębinach jego przeczystych,
stworzeń i żyjątek wszelakich tysiące
więcej jeszcze niźli motyli ,
trzmieli i pszczół miodnych na łące.
Lecz dziś , po latach kilku
a więc nie wielu
gdy ostatni raz się w jeziorku przypatrywałem
bo swoje doświadczenie życiowe opowiadałem
i nie zmyślałem -
łza słona się do oka pod ciśnieniem wciska
i żal i ból nieznany mi dotąd
serce zalewa
bo jeziorka cudnego i magicznego
co u podnóża wzgórka skonanego
błękitem niebiańskim się mieniło
już nie ma.
Miejsca ustąpić musiało
tworowi kalkulacji naszej podłej.
Wyobraźni szarej i ponurej .
Symbolowi postępu ludzkiego
jako neronizmu namiastka
bo od czegoś wielkiego zacząć musimy
swe ludzkie dzieło.
I beznamiętna kolej żelazna
po nim teraz depcze
i stukotem kół żelaznych
szloch natury zamordowanej zagłusza.
Tylko duch jego pozostał
i mi do ucha szepcze.
Ach jak boli!
tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
i masy żelbetu podłego wokół
i beton kamieni kupa
podle rozrzuconych
w cztery świata strony
bezład artystyczny udający
na wiano zostały
dla pokoleń przyszłych
i jako plon neronizmu postępowego
ściernisko po żniwach przypominają
Tylko wiatr zwariowany i nieobliczalny
jak zwykle nie zawodzi
i jak wprzódy ,jak zawsze bywało
lica nasze smaga
i dęby wielkie przewraca
on zawsze mocny i młody
a psoty harce
to jego zew ,to jego praca.
I jak dobrze dla nas
że jest taki nie okiełznany
i że my -silni i podli
w tych swoich cnotach utrwaleni
nie dajemy mu rady.
Bo on ,ten wariat nieujarzmiony,
wie po co istnieje ,
dlatego wciąż tak samo,
jak u swego zarania mu nakazano
wieje ,wieje ,wieje.
I powinności swe spełnia doskonale
powietrze mieszając i po całej ziemi je roznosi
by tego tworu Boskiego
nikomu nie było mało.
Raz jest wichrem wielkim i złowrogim,
raz wiatrem mocnym ,
raz zefirkiem błogim
i zawsze go pełno ,
i zawsze się dzieje,
czy to noc wczesna ,
czy to już dnieje.
Ach jak szybko świat ubożeje i się zmienia
bo wszystko czego dotkniemy ,
na swoje dobro niecne przerobić chcemy.
Nawet to co inną rolę pełnić powinno
i do czego innego powołane zostało
przerabiamy na swoje
i ciągle nam mało.
I przez to wszystko
coraz uboższa jest ziemia
bo nam ciągle mało ,mało , i mało.
I choć ta się kręci niezmiennie
od czasu gdy kopa dostała od Boga
no może popchana tylko
Ręką Świętą ,
i zatrzymać się nie może
i dobrze , dla nas dobrze.
I dopóki się kręci wiruje
i swój balet tańcuje
nam się dobrze dzieje.
Lecz my tego nie widzimy
lub lekceważymy naiwnie
i przez tą naszą kurzą ślepotę
coraz uboższe nasze wiano,
zostawiamy po sobie
na potem.
A to boli
Tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
masy żelbetu podłego
i beton kamieni kupy całe
rozrzuconych wokół bezładnie
bezład artystyczny udający
na wiano zostaną
dla naszych potomnych
i jako plon naszej pogardy wszystkiego
ściernisko po żniwach przypominają
TYLKO CO BÓG STWORZYŁ
I DAŁ NAM NA WIANO OD SIEBIE,
CZYNIĄC JE JEDNAK NIEDOSTĘPNYM
DLA ŁAP NASZYCH PAZERNYCH,
zawsze trwa , i się nie zmienia
i jak Zakręcił raz u zarania
tak do dziś kręci się ziemia.
I widzimy tedy drodzy
jak wiano prawdziwe i szczere
wyglądać powinno.
I to nam dane
o którym wybiórczo wspomniałem
jakże wygląda wspaniale.
Choć nie doścignione dla nas
i dobrze
i przebić go w wartości nie możemy
bo za mali jesteśmy ,i nie umiemy
to jednak z niego przykład bierzmy
i zostawmy potomnym od siebie
wszystko co najlepsze
a nie jak dotąd
tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
masy żelbetu podłego wokół
i beton kamieni kupa
bezładnie rozrzuconych wokół
bezład artystyczny udający
jako plon naszej ciemnoty uczonej i beztroskiej
wiano nasze tak cudowne
ściernisko po żniwach zaczyna przypominać
które na jutro potomnym
tak starannie gotujemy.
Czyżby to wyzwanie Bogu rzucone
Czy tylko rywalizacja z Nim niewinna
Może nawet sportowa
Wszak przecież góry nawet wielkie
zniżyć potrafimy
do poziomu doliny
i wybudować swoje z betonu twardego
niszcząc wszystko co na drodze stanie
nie wyłączając siebie.
Henryk Jan Łyszczek
PS.
Czy w związku z tym dorównujemy Bogu?.
Wszak niektórzy mówią
Że Błogosławieństwo Najwyższego mamy na wszystko
Co wyprawiamy.
Wszak co niektórzy ,
ci wybrani niby przez Boga
nie rozstają się z hasłem
Gott mit uns
Które przyświeca ich podłym działaniom.
Nie wiem tylko czy
To jakieś nowe hasło na dziś
Czy tylko to stare zostało
nie zdarte do końca z opasek ,
i pasów żołdackich
które pozwalało im świat stary
urządzać na nowo.
O ironio prześmiewcza !
O historio bolesna!
I co!
Zapomnieliśmy?
Nie pamiętamy?
Czy od nowa to samo zaczynamy?
To jest nasz zenit?
Więcej już nie możemy ?
Inaczej nie potrafimy?
Lepiej nie umiemy?
To jest nasz kres już?
czy dopiero jego początek.
Jak dobrze mili,
że wiano naszym przodkom raz dane
i dla nas przez wieki przetrwało,
Takie wielkie
Takie Boskie ,
Takie mocne
I choć korzystamy garściami ,
niedostępne jest dla nas.
Przeto nie wyczerpalne
i nie możemy go na swoje przerobić
czytaj sponiewierać
jak ziemię świętą nam daną
i po której stąpamy
a którą oddajemy potomnym ,
już nie taką samą,
bo w naszym neroniźmie skąpaną.
I jakby mniejszą .
Skurczyliśmy mocno
to dzieło wszechświata,
bo jej dobra z dymem puszczamy
poprzez wartość naszą nadrzędną
mamoną zwaną
którą wszyscy wyznajemy
i jej tylko salut oddajemy.
A wyliczalna i postrzegana jest ona oczywiście
łatwo i przejrzyście
w ubiorach naszych prześmiesznych
i innych przedziwnych stylach krótkiego bytowania
a przede wszystkim
banknotach o dużych nominałach.
I pozostanie po nas co?
tylko rdza ruda?
tylko piach jałowy?
i kamieni betonowych kupa
w hojnej ofercie teraźniejszości
dla przyszłosci?
A prócz piachu jałowego i rdzy rudej i podłej
wyprodukowaliśmy słów uczonych i podłych
całe szeregi -tysiące,
dla wytłumaczenia naszej podłości,
którą przy ich pomocy w cnotę przerabiamy.
I każde o innym znaczeniu wielkim
i na każdą okazję.
A ustawione w szeregu wojskowym,
tworzą sznur długi wisielczy
że można opasać nim Azję.
I nimi podważamy i usprawiedliwiamy wszystko
i to co Boskie, i co przodkowie nam zostawili
i nie tylko dobra materialne
mam tutaj na myśli.
A swoją podłość i pychę
z pazernością zmieszaną
swoim słowem pustym i podłym
zwrotem wyrafinowanym i przewrotnym
na tę okoliczność wyprodukowanym
beznamiętnie rozgrzeszamy
mówiąc zmyślnie -ze wszystkimi podłościami w tle
jak wzorem naszych dziadów
wiele zostawimy naszym potomnym.
Mając na myśli w ciemnych zakamarkach naszej jaźni
słowa owe zwodnicze i podłe
jak kukułcze jaja zmyślnie podłożone zostały
poezji i cnocie prawdziwej
i wykluły się definicje przedziwne
i zostały uznane
przez mędrców fałszywych
jako dzieci z prawego łoża
na dodatek wielce uczone .
A przyobleczone są przecie
wielce kłamliwą i zakręconą filozofią
trudną do dla otwartego rozumu chłopskiego
i zmysłów wszelakich
do ogarnięcia.
Bo mają wnętrze
głębokie i wielkie
jak pustka tarabanu wojennego
który co dzień do boju wzywa
tylko i wyłącznie- bardzo głośnego
tylko głośnego i donośnego.
A tego dudnienia rozum prawdziwy
podłością nie skażony
na swoje przerobić nie może
dlatego rytm bębna jest mu wciskany
różnymi sposobami.
Niemożliwa do ogarnięcia
ta mistyka przyszłości
rozum mój chłopski i logiczny obciąża
swoim pustym ciężarem.
Przyłożona do tego co znamy
Co wiemy
Co nam przekazano
Co zrozumieć łatwo.
Jest tylko tarabanem ,
może tamburynem
tudzież balonem ulotnym
pustką nadmuchanym.
Czy w związku z takim wnętrzem bogatym i dudniącym
słowa i przenośnie nowoczesności mają sens jakiś
prócz donośności swojej ?
A w rzeczywistości rzeczywistej i twardej
w której żyć nam przyszło ,
a która nie materializuje słów pustych
i przenośni kwiecistych
bardzo konkretnej
i mistycznej i trudnej
jak się zachować mamy ,
my mniej postępowi
którzy czują ,
że twardo po ziemi stąpamy.
Czy jest dla nas miejsce jeszcze
W rzeczywistości naszpikowanej
i zależnościami i zjawiskami Boskimi
których do końca nie rozumiemy
na dudnienie bębnów różnych
coraz mniej odpornej,
bo bum bum bum
całą normalność zagłusza
czy to oznacza
na innych biegunach jesteśmy
i w symbiozie z prawidłami świata
żyć nie chcemy czy nie możemy?
bo najważniejszymi -
sami
żeśmy się mianowali we wszechświecie
i wszystko nawet co złe i niemożliwe
sobie podporządkować chcemy,
więc pytam zasadnie – dalej cooooo?
I odpowiedź słyszę krótką i zaszyfrowaną
Ale głośną za to
No toooo.
Bum bum bum bum
Tylko rdza ruda
tylko piach jałowy
masy żelbetu podłego
i beton kamieni kupa
rozrzuconych wokół bezładnie
bezład artystyczny udający
ściernisko po żniwach przypominające
zostanie na wiano
dla naszych potomnych
którzy wnet obejmą
we władanie ziemię.
To wiano nasze cudowne ,
wyżej przedstawione
tylko im zostanie
wraz z naszym wielce uczonym przesłaniem?
bum bum bum bum
Ale głowa jeszcze do góry
jeszcze nie wszystko stracone
I choć jutro krzyczy do nas boleśnie
,,sukinsyny pazerne’’
Zostawcie coś dla mnie
Bo wy nie zaczynaliście
od rdzy rudej i piachu jałowego!
Obciążeni tym bolesnym i pogardliwym
przesłaniem teraźniejszości
nie rezygnujmy z przyszłości
dla uciech doczesnych
dla nas nadrzędnych.
Jeszcze nie opuszczajmy w pośpiechu
jak statek tonący,
tej - Naszej Matki
ziemi sponiewieranej
z ranami ciętymi kłutymi i szarpanymi
przez nas zadanymi.
Myyyyy – wszyscyyyy
piętnem win naszych naznaczeni
i swoimi słowami wyprodukowanymi
pustymi i podłymi usprawiedliwieni i wyróżnieni,
powściągnijmy się teraz!
I win swoich nie wyliczajmy
ani nie usprawiedliwiajmy,
bo nie wszystko wiano
z którego korzystamy
zostało stracone.
Nie wszystko bowiem
jest nam dostępne
co oczami swoimi widzimy
i ciałami naszymi doświadczamy .
Więc została jakaś nadzieja
na przyszłe pokolenia
innego wyjścia nie mamy.
Nią teraz żyć musimy.
Ale na pytanie odpowiedzmy sobie
zasadne i nawet proste
nawet prawdziwe , nawet banalne
teraz - natychmiast – już .
Czy warto w imię postępu wątpliwego
i zysku nadmiernego, czyli podłego,
tracić tyle radości ,
z prostoty życia naszego krótkiego
jego mistyki i świętości
i tajemniczości
i dobra i piękna ?
Ocalmy dzisiaj - teraz -już
zmianą pryncypiów
te wszystkie święte wartości
które przecież znamy.
A przez to
jutro dla przyszłości ,
która przyjdzie niebawem
a teraźniejszość od zapomnienia.
HENRYK JAN ŁYSZCZEK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz