czwartek, 15 maja 2025

 ŚCIERNISKO


Nie ma już tych drzew wielkich i wspaniałych 

co nad domem mym małym górowały,

okrywając go cieniem błogim,

i tajemnie  może magicznie nawet szumiały

a listkami łagodnie szeleściły

kojąc  jak balsam łagodny 

frustracje i zwątpienia moje wszelakie

w groteskę i małość je zmieniając.


Nie ma już tych ptaszków małych,

co przed chwilą jeszcze  

 w konarach ich rozłożystych   ćwierkały 

ciągły festiwal głosów mistrzowskich odprawiając

od chwili gdy słońce pierwszy promień swój jasny

na wschodzie pokazało

i ostatni na zachodzie schowało.


I budziły mnie o świcie co dzień

te skrzydlate rozrabiaki

czy pochmurny był  i zimny

czy ciepły i jasny

nawet świętom nie odpuszczały

gdy zaplanowane miałem 

wydłużone i leniwe spanie.


A wytrwałe były i zaciekłe 

w złośliwości  swojej maleńkiej 

przedrzeźniając się z lenistwem moim .

 A ja  te złośliwości dobrotliwe 

melodią tajemną i  wysokim c podszyte

za najlepszą nutę brałem.

Ni złości ni ansy do nich przez to nie czułem

Nawet kunsztu wielkiego im zazdrościłem

który  bez powodzenia 

naśladować próbowałem  nieśmiało

bo jak one wszystkie

 są wielkimi  Diwami i Maestro 

tak  i ja   wielkim  jestem człekiem

ale posturą jeno

a nie  śpiewu mistrzem.

Jak widać ,w czasie przeszłym

swoje radości małe  przedstawiam

bo runęła moja sielanka

i los innym obdarzył mnie dobrem wspaniałym

bo radości miałem zbyt wiele

i niezasłużenie z nich korzystałem

choć bezwiednie i mimo woli. 

Brakuje mi teraz tych złośliwców maleńkich

co mnie rankiem zawżdy na nogi stawiały

bo zniknęły wraz z drzewami

które nagle stały się cenne 

 lub nie potrzebne i zbędne

dla postępu przyszłego

któremu miejsca ustąpić musiały

w imię celu wyższego

i z nimi dokonały swego istnienia. 


Oj jak boli!


Tylko rdza ruda , 

tylko piach jałowy

 masy żelbetu podłego

i beton kamieni kupa podle rzuconych 

 bezład artystyczny udający

na wiano dla przyszłości zostały

 i  jako plon naszej pracy doczesnej ,

ściernisko po żniwach przypominają. 


Tylko gwiazdy te same

nad mym domem mrugają

i świecą światłem  jasnym

gdy jasność ich  zapalono u zarania.

Choć tylko nocą przejrzystą i czystą

ich Boskość widzę cudowną

która me zwątpienia w wielkość Stwórcy  koi

i na właściwe drogi kieruje,  

ale widzę wyraźnie 

że tylko one nie zawiodły

i choć duszy nie mają

 o swym przeznaczeniu  nie zapomniały.  


Nie ma już sadu mojego 

w którym przed chwilą jeszcze

 jabłkiem soczystym się posilałem

ni drzewa w nim wiśniowego

ni gruszy starej , ni czereśni z jagodami

jak miód słodkimi,

choć te , zanim się w słodycz zamieniły

kwitły kwieciem cudnym

jakby  w baśni zerwanym

oko ludzkie ciesząc 

nozdrza zaś  nasze

zapach nieba

 w tej porze kwiecistej i krótkiej wciągały

a i  pszczoły robotnice  szlachetne co robić miały

w ten czas radosny i piękny

pracowicie nektar z kwiatów zbierając.

I wszystkie jednako  przepadły

wraz z tymi,

 o których przed chwilą 

z żalem skomlałem .

 I w niwecz jak tamte 

zmielone zostały

by miejsce zrobić

  w imię - i dla  postępu podłego, 

przyszłości  domniemanej

choć nie pewnej i nie znanej 

ale jako  poetycznej i mistycznej -zdefiniowanej


Och jak boli!  


tylko rdza ruda

tylko piach jałowy

 żelbetu masa wokół 

i beton kamieni  kupa

niechlujnie rozrzuconych wszędzie

bezład artystyczny udający

w tym miejscu poetycznym radosnym i pożywnym

na wiano dla dzieci naszych zostały

i jako plon naszej pazerności postępowej

ściernisko po żniwach przypominają


Tylko słońce to samo co od zawsze

gdy tylko mu świecić 

światłem jasnym i ciepłym

 Słowem   Boskim  nakazano

 nigdy się jakoś nie znudzi

choć wciąż takie samo

i tą samą drogą ciągle chadza.

Ależ  pospolita i nudna się wydaje

jego przewidywalność.

A jednak po zachodzie tajemnym i nieuniknionym

czekamy aż wschód nowy nadejdzie

i znowu jasność radosna nastanie

i rozjaśni wszystko ciemne.

I tym samym światłem i ciepłem Boskim 

 mi - nieborakowi i okruszce wszechświata posłuży

jak mu przykazano podczas jego narodzin.

Niezmiennie fason trzyma pierwotny

przez wieków tyle w erach liczonych 

przyznać to  trzeba sumiennie.

A plecy moje w lato upalne przypieka

i na brąz ciemny maluje.

Tylko słońce nam pozostało 

ciepłe  jasne ,i  nie zmienne 

od wieków niezliczalnych

tylko ono  nie popaprało swego przeznaczenia

choć duszy w nim nie ma.

Widać gołym okiem bez powiększenia

że słońce ciepłe i jasne dla nas

to sprawka nieba.

Dla przeszłości naszej była przeznaczona 

od której wszystko się zaczęło,

a także teraźniejszości podłej przyświeca

i przyszłości niewiadomej  też nie opuści.


I nie wiem czy się cieszyć z tego jego istnienia,

czy  strumieniem wylewać

 swoje łzy słone i ukryte żale

bo nie wiem wcale

czy dużo to czy mało

z tego wszystkiego , co nam dano

i co nam pozostało.


A tam po prawej ,

na wzgórku niewielkim 

o szczycie ostrym jak pal zastrugany

blisko nieboskłonu tajemnego

z którego  ostrza widziałem 

co jeszcze za nim daleko,

a wzrok mój z tego miejsca ostrego

 sięgał granic orientu.


Dla innych co  w oddali,

na nizinach rozległych

i miastach z betonu  

byt swój  święty postępem podłym   mordują 

 niedostępne to dziwy natury.

 Szkoda wielka ,

że się tak zacietrzewili w nowoczesności

 że nigdy nie  zaznają tej mistyki natury 

jej dziwów tajemnych  , i wielkiej Boskości

która do refleksji prawdziwej nakłania

co dalej ,  

co  teraz ,

co i jak było

 aż od naszego zarania

czy gnać do przodu dalej w ciemno

czy może lepiej wsteczny wrzucić 

może życie nasze wymaga zastanowienia 

a po nim -  nawrócenia.


Przed chwilą jeszcze

u podnóża szczytu ostrego

las rósł niewielki , 

ale  wspaniały  bo stary.

I drzewa w nim wielkie

i wielkie na nich  konary.

Cieniem błogim służył wszystkiemu co żyje

i przed palącym słońcem 

i deszczem ulewnym ,

jak parasol wielka

też cię okryje.

A zielenią swoją soczystą ,

w leśną gęstwinę zbitą,

 nieprzebytą tworzył plątaninę.

Przeto nie wszystkiego mogłeś dotknąć 

,,swoimi postępowymi łapami’’ 

a tylko podziwiać  komplementować i dylektować 

swoje oczy i nozdrza 

najlepiej z oddali

tym wszystkim wspaniałym ,co w nim żyje.


Jaki on dobry i pożyteczny

choć duszy w nim nie było.

Zwierzynie wszelakiej i ptactwu

domem był pięknym,

 i azylem bezpiecznym -

choć mały .

Tak nas zachwycał mocno 

że w pień wycięty został cały .

Choć mały i tani , i małoważny przeto,

bo mały

i zawady , nawet niewielkiej nie dawał nikomu

bo mały.

Nagle drogocennym stał się dla kogoś postępowego

lub zawadą wielką 

choć mały.

Tylko martwe kikuty pni starych i grubych,

po lasku magicznym i wspaniałym zostały,

i z czarnej ziemi wystają skonane

jak pomniki cmentarne,

choć krzyżami cierpienia nie obleczone są pnie owe

to jednak cierpieniem i bólem krzyża naznaczone.

Bo żyć jeszcze powinne 

bo choć stare dla nas ,

to jednak młode były jako drzewa i bardzo niewinne.

I mogły trwać i cieszyć  długo

następne pokolenia

A ziemia dotąd zdrowa i żyzna w tym miejscu

na erozję chorować zaczęła.

Takiego my -homo sapiens wspaniali

 dokonaliśmy postępowego dzieła.


Aj jak boli!

  

tylko rdza ruda

tylko piach jałowy 

i żelbetu masa  wokół podłego

i beton kamieni kupa

 chamsko rozrzuconych wszędzie

bezład artystyczny udający

na wiano  przyszłości zostały

i jako plon naszej pychy uczonej

nabytej - nie odziedziczonej

ściernisko po żniwach przypominają


Tylko księżyc nie zawiódł 

on wciąż taki sam 

aż od swego zarania

nie zmienia swych obyczajów tajemnych  i dziwnych

i noc z siostrami gwiazdami rozjaśnia 

najbardziej gdy pełnia

wtedy najmocniejszy ,wtedy najsilniejszy

wtedy jest mocarzem

i morza wielkie przyciąga 

i potężne oceany ,

przypływ im dając

następnie w rogal tajemny się zamienia

i znika nagle

by się za chwilę w nowiu znowu odrodzić

i znów mi ślepcowi kurzemu

drogę w nocy osłodzi.

Ale ten świeży rogal jary

jak nowo narodzony

choć taki stary.

Od lat nam świeci ,

i nie znudził mu się jeszcze 

wciąż ten sam obyczaj oklepany.

Jaki on wierny i wdzięczny ,

i wciąż pamięta o swoim przeznaczeniu

i swoim przesłaniu.

Szkoda tylko mili ,

że my takiej pamięci nie mamy

a przykładu dobrego

 też naśladować nie zamierzamy

bo  niby do lepszego gnamy..


A tam po prawej w oddali 

u podnóża cmentarzyska  niewielkiego 

na którym  pnie martwe

 drzew skoszonych królują 

w ciszy i cierpieniu

bo życia tam już nie ma,

przed chwilą jeszcze

jeziorko było niewielkie.  

Lecz głębokie i czyste 

a woda w nim zimna i przejrzysta

wszystkie gorące pragnienia zagasić mogła. 

I widziałeś w niej człeku

odbicie duszy swojej podłej

jak w magicznym lustrze.

Dlatego ludziom 

niechętnie  jako zwierciadło służyło,

by zawodu wielkiego

 z własnego  odbicia nie było.

Że  podli i głupi jesteśmy

Choć homo sapiens się dumnie zwiemy.

Lecz nie zauważamy w swej pysze wielkiej

jak słabi i mali ,i puści i brutalni niepotrzebnie,

i pyszni i butni i zarozumiali jesteśmy

choć za wybrańców się uważamy - sami.


Tylko gwiazdom godnym co na niebie świecą

 srebrne odbicie ich światła cudnego

 jeziorko oddawało.

A dla nas podłych i ułomnych

 ciągle falką małą wzburzone

 karykaturę zasłużoną i śmieszną

 wielce nabzdyczoną i ,,mondrom’’

prześmiewczo pokazywało .

I przeto , patrząc w jego głębokość krystaliczną

ciągle błazna żeśmy w nim widzieli

choć cyrk daleko przecież,

a tych  wokół pełno.

Wot 

Taka to   dziwna satyra natury 

nam zasłużenie serwowana

przyznać bez ogródek trzeba.

A w toni jego srebrzystej,

a w   głębinach jego przeczystych,

 stworzeń i żyjątek wszelakich tysiące 

więcej jeszcze niźli motyli ,

 trzmieli i pszczół miodnych na łące.

Lecz dziś , po latach kilku

a więc  nie wielu

gdy ostatni raz się w jeziorku przypatrywałem

bo swoje doświadczenie życiowe opowiadałem  

i nie zmyślałem -

 łza słona się do oka pod ciśnieniem wciska

i żal i ból nieznany mi dotąd

serce zalewa

bo jeziorka cudnego i magicznego 

co u podnóża wzgórka skonanego 

błękitem niebiańskim się mieniło

już nie ma.

Miejsca ustąpić musiało

 tworowi kalkulacji naszej podłej.

 Wyobraźni szarej i ponurej .

Symbolowi postępu ludzkiego

jako  neronizmu namiastka

bo od czegoś wielkiego zacząć musimy

swe ludzkie dzieło.

I beznamiętna kolej żelazna 

po nim teraz depcze

i stukotem kół żelaznych

szloch natury zamordowanej  zagłusza.

Tylko duch jego pozostał 

i mi do ucha szepcze.


Ach jak boli!


tylko rdza ruda

tylko piach jałowy 

i masy żelbetu podłego wokół

i beton kamieni kupa 

podle  rozrzuconych

w cztery świata strony

bezład artystyczny udający

na wiano zostały

dla pokoleń przyszłych

i jako plon neronizmu postępowego

ściernisko po żniwach przypominają


Tylko wiatr  zwariowany i nieobliczalny

jak zwykle  nie zawodzi 

i jak wprzódy ,jak zawsze bywało

lica nasze smaga 

i dęby wielkie przewraca

on zawsze mocny i młody 

a psoty  harce 

to jego zew ,to jego praca.


I jak dobrze dla nas

 że jest taki nie okiełznany

i że my  -silni i podli 

w tych swoich cnotach  utrwaleni

nie dajemy mu rady.

Bo on ,ten wariat nieujarzmiony,

wie po co istnieje ,

dlatego wciąż tak samo,

 jak u swego zarania mu nakazano

wieje ,wieje  ,wieje.

I powinności swe spełnia doskonale

powietrze mieszając i  po całej ziemi je roznosi

by tego tworu Boskiego 

nikomu nie było mało. 

Raz jest wichrem wielkim i złowrogim,

raz wiatrem mocnym ,

raz zefirkiem błogim

i zawsze go pełno ,

i zawsze się dzieje,

czy to noc wczesna ,

czy to już dnieje.


Ach jak szybko świat  ubożeje i się zmienia

bo wszystko czego dotkniemy ,

na swoje dobro niecne przerobić chcemy.

Nawet to co inną rolę pełnić powinno

i do czego innego powołane zostało

przerabiamy na swoje 

i ciągle nam mało.

I przez to wszystko

coraz uboższa jest ziemia

bo nam ciągle mało ,mało , i mało. 

I choć ta się kręci niezmiennie

od czasu gdy kopa dostała od Boga

no może popchana tylko 

Ręką Świętą ,

i zatrzymać się nie może

i dobrze , dla nas dobrze. 

I dopóki się kręci  wiruje 

i  swój balet tańcuje

nam się  dobrze dzieje.

Lecz my tego nie widzimy 

lub lekceważymy naiwnie 

i przez tą naszą kurzą ślepotę 

coraz uboższe nasze wiano,

zostawiamy po sobie

na potem.


A to boli


Tylko rdza ruda

tylko piach jałowy 

 masy żelbetu podłego

i beton kamieni kupy całe

 rozrzuconych wokół bezładnie

bezład artystyczny udający

 na wiano zostaną

dla  naszych potomnych

i jako plon naszej pogardy wszystkiego

ściernisko po żniwach przypominają


TYLKO CO BÓG STWORZYŁ

 I DAŁ NAM NA WIANO OD SIEBIE,

CZYNIĄC JE JEDNAK NIEDOSTĘPNYM

DLA ŁAP NASZYCH PAZERNYCH, 

zawsze trwa , i się nie zmienia

i jak Zakręcił raz u zarania

tak do dziś kręci się ziemia.

I widzimy tedy drodzy 

jak wiano prawdziwe i szczere

wyglądać powinno.

I to nam dane

o którym wybiórczo wspomniałem

jakże wygląda wspaniale. 

Choć nie doścignione dla nas

i dobrze

i przebić go w wartości   nie możemy

bo za mali jesteśmy ,i nie umiemy

to jednak z niego przykład bierzmy 

i zostawmy potomnym od siebie

wszystko co najlepsze


a nie jak dotąd


tylko rdza ruda

tylko piach jałowy

 masy żelbetu podłego wokół

i beton kamieni   kupa

bezładnie rozrzuconych wokół

bezład artystyczny udający

jako plon naszej ciemnoty uczonej i beztroskiej

wiano nasze tak cudowne

ściernisko po żniwach zaczyna  przypominać

które na jutro potomnym

tak  starannie  gotujemy.


Czyżby to wyzwanie Bogu rzucone 

Czy tylko rywalizacja z Nim niewinna

Może nawet sportowa

Wszak przecież góry nawet wielkie 

zniżyć potrafimy 

do poziomu doliny

i wybudować swoje z betonu twardego

niszcząc wszystko co na drodze stanie

nie wyłączając siebie.


Henryk Jan  Łyszczek


PS.

Czy w związku z tym dorównujemy Bogu?.

Wszak niektórzy mówią 

Że Błogosławieństwo Najwyższego mamy na wszystko 

Co wyprawiamy.

Wszak co niektórzy ,

 ci wybrani niby przez Boga

nie rozstają się z hasłem 

Gott mit uns

Które przyświeca ich podłym działaniom.

Nie wiem tylko czy 

To jakieś nowe hasło na dziś 

Czy tylko to stare zostało

nie zdarte do końca z opasek ,

i pasów  żołdackich 

które pozwalało im świat stary

urządzać na nowo.

O ironio prześmiewcza !

O historio  bolesna!

I co!

Zapomnieliśmy?

Nie pamiętamy?

Czy od nowa to samo zaczynamy?

 To jest nasz zenit?

Więcej już nie możemy ?

Inaczej nie potrafimy? 

Lepiej nie umiemy? 

To jest nasz kres już?

czy dopiero jego początek.


Jak dobrze mili,

że wiano naszym przodkom raz dane 

i dla nas przez wieki  przetrwało,

Takie wielkie 

Takie Boskie ,

Takie mocne

I choć korzystamy garściami ,

niedostępne jest dla nas.

Przeto nie wyczerpalne

i nie możemy go na swoje przerobić

czytaj sponiewierać

jak ziemię świętą nam daną 

i po której stąpamy

a którą oddajemy potomnym ,

już nie taką samą,

bo w  naszym neroniźmie skąpaną.

I jakby mniejszą . 

Skurczyliśmy mocno

 to  dzieło wszechświata, 

bo jej  dobra z dymem puszczamy

poprzez wartość naszą nadrzędną

mamoną zwaną

 którą wszyscy wyznajemy 

i jej tylko salut oddajemy.

 A wyliczalna i postrzegana jest ona oczywiście 

łatwo i przejrzyście

w ubiorach naszych prześmiesznych

i innych przedziwnych stylach krótkiego bytowania 

a przede wszystkim 

 banknotach o dużych nominałach.


I pozostanie po nas co?


tylko rdza ruda? 

tylko piach jałowy?

 i kamieni betonowych kupa

w hojnej ofercie teraźniejszości

dla przyszłosci?


A prócz piachu jałowego i rdzy rudej i podłej 

wyprodukowaliśmy słów uczonych i  podłych 

całe szeregi -tysiące, 

dla wytłumaczenia naszej podłości,

którą przy ich pomocy w cnotę przerabiamy.

I każde o innym znaczeniu wielkim

i na każdą okazję.

A ustawione w szeregu wojskowym,

tworzą sznur długi wisielczy 

że można opasać nim Azję.

I nimi podważamy i usprawiedliwiamy wszystko

i to co Boskie, i co przodkowie nam zostawili

i nie tylko dobra materialne 

mam tutaj na myśli.

A swoją podłość i pychę

 z pazernością zmieszaną 

 swoim słowem pustym i podłym

zwrotem wyrafinowanym i przewrotnym  

na tę okoliczność wyprodukowanym

 beznamiętnie  rozgrzeszamy

mówiąc zmyślnie -ze wszystkimi podłościami w tle

jak wzorem naszych dziadów

wiele zostawimy  naszym potomnym.

Mając na myśli w ciemnych zakamarkach naszej jaźni

słowa owe  zwodnicze i podłe 

jak kukułcze jaja zmyślnie podłożone zostały

poezji i cnocie prawdziwej

i wykluły się definicje przedziwne

i zostały   uznane

przez mędrców fałszywych  

jako dzieci z prawego łoża

na dodatek wielce uczone . 

 A przyobleczone są przecie 

 wielce kłamliwą  i zakręconą filozofią

trudną do dla otwartego  rozumu chłopskiego

i zmysłów wszelakich

do ogarnięcia. 

Bo mają wnętrze 

 głębokie i wielkie 

 jak pustka  tarabanu wojennego

który co dzień do boju wzywa

tylko i wyłącznie-  bardzo głośnego 

tylko głośnego i donośnego.

A tego dudnienia rozum prawdziwy

podłością nie skażony

na swoje przerobić nie może 

dlatego rytm bębna jest mu wciskany

różnymi sposobami.

Niemożliwa do ogarnięcia 

ta  mistyka przyszłości

rozum mój chłopski i logiczny obciąża

swoim pustym ciężarem.

Przyłożona do tego co znamy

Co wiemy 

Co nam przekazano 

Co zrozumieć łatwo.

Jest tylko tarabanem ,

może tamburynem

 tudzież balonem ulotnym

 pustką nadmuchanym.   


 



Czy w związku z takim wnętrzem bogatym i dudniącym

słowa i przenośnie nowoczesności mają sens jakiś   

prócz donośności swojej ?


A w rzeczywistości  rzeczywistej i twardej

w której żyć nam przyszło ,

a która nie  materializuje słów pustych 

i przenośni kwiecistych

bardzo konkretnej

i  mistycznej i trudnej

jak się zachować mamy , 

my mniej postępowi

którzy czują ,

że twardo po ziemi stąpamy.

Czy jest dla nas miejsce jeszcze 

W rzeczywistości naszpikowanej 

 i zależnościami i zjawiskami Boskimi 

których do końca nie rozumiemy

na dudnienie bębnów różnych

coraz mniej  odpornej,

bo  bum bum bum 

całą normalność zagłusza

czy to oznacza

na innych biegunach jesteśmy

i w symbiozie z prawidłami świata

 żyć nie chcemy czy nie możemy?

bo najważniejszymi  -

sami 

żeśmy się mianowali we wszechświecie

i wszystko nawet co złe i niemożliwe 

sobie podporządkować chcemy,  

więc  pytam zasadnie – dalej  cooooo?

I odpowiedź słyszę krótką i zaszyfrowaną

Ale głośną  za to 

No toooo.


Bum  bum bum bum


Tylko rdza ruda

tylko piach jałowy 

 masy żelbetu podłego

i beton kamieni kupa

 rozrzuconych wokół bezładnie

bezład artystyczny udający

ściernisko po żniwach przypominające

zostanie na wiano 

dla  naszych potomnych

którzy wnet obejmą 

we władanie ziemię.

To wiano nasze cudowne ,

 wyżej przedstawione 

tylko im zostanie

wraz z naszym wielce uczonym przesłaniem?


bum bum bum bum

 


Ale głowa jeszcze do góry

jeszcze nie wszystko stracone


I choć jutro krzyczy do nas boleśnie

,,sukinsyny  pazerne’’ 

Zostawcie coś dla mnie

Bo wy nie zaczynaliście

 od rdzy rudej i piachu jałowego!


Obciążeni tym bolesnym i pogardliwym

 przesłaniem teraźniejszości 

nie rezygnujmy z przyszłości 

dla uciech doczesnych

dla nas nadrzędnych.

Jeszcze  nie opuszczajmy w pośpiechu

jak statek tonący,

tej - Naszej Matki 

ziemi sponiewieranej

z ranami ciętymi kłutymi  i szarpanymi 

przez nas zadanymi. 

Myyyyy – wszyscyyyy

  piętnem win naszych naznaczeni

i swoimi słowami wyprodukowanymi

 pustymi i podłymi usprawiedliwieni i wyróżnieni,

powściągnijmy się teraz!

I win swoich nie wyliczajmy

ani nie usprawiedliwiajmy,

bo nie wszystko wiano

z którego korzystamy

zostało stracone.

Nie wszystko bowiem 

jest nam dostępne

co oczami swoimi widzimy

i ciałami naszymi doświadczamy .

 Więc  została jakaś nadzieja 

na przyszłe pokolenia

innego wyjścia nie mamy.

Nią teraz żyć musimy.

Ale na pytanie odpowiedzmy sobie

 zasadne i nawet proste

nawet  prawdziwe , nawet   banalne 

teraz - natychmiast – już .


Czy warto w imię postępu wątpliwego

 i zysku nadmiernego, czyli podłego,

tracić tyle radości , 

z prostoty życia naszego krótkiego

jego mistyki i świętości

i tajemniczości 

i dobra i piękna ?


Ocalmy dzisiaj  - teraz -już

zmianą pryncypiów  

te wszystkie święte wartości

które przecież znamy.

A przez to 

 jutro dla przyszłości ,

która przyjdzie niebawem

a teraźniejszość od zapomnienia.


HENRYK JAN ŁYSZCZEK


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                                                TĘSKNOTA    DUSZĘ SIĘ TUTAJ ,W TYM KRAJU MAŁYM  GDZIE RAZ MI ZIMNO RAZ CIEPŁO I Z POWODU MAŁ...