czwartek, 15 maja 2025

 


DZIEŃ ZWYCIĘSTWA SIĘ ZBLIŻA ,

I NIE WIEM - CZY TO DZIEŃ RADOŚCI , CZY ZADUMY .

BA ZANIM DO NIEGO DOSZŁO ,

 ZANIM BIAŁOCZERWONA ZAŁOPOTAŁA , NAD GRUZAMI BERLINA –

WIELE CIERPIEŃ , I ŚMIERCI NASZYCH RODAKÓW MUSIAŁO SIĘ DOPEŁNIĆ .

PRZEZ CAŁYCH PIĘĆ DŁUGICH LAT ,NAS MORDOWANO.

I KILKA NARODÓW , TRUDNIŁO SIĘ MORDEM POLAKÓW ,

CZY LACHÓW PRZEBRZYDŁYCH IM OD WIEKÓW .

JEDNĄ Z TAKICH SCEN UMIEŚCIŁEM W UTWORZE PONIŻEJ .

TAK TO LECIAŁO W TAMTYCH LATACH ,

W TAMTYCH CZASACH 





KRYSKA


Przyszła Kryska po Matyska ,

 a Matysko zdrowiem tryska .

Jest młody ,silny ,wielki  i piękny,

 i wcale nie biedny .

Pyta więc Kryski Matysko  

co cię tu przywiało  Kryska?

 Licho jakoweś  drogę wskazało

czy ci w oko wpadłem  niechcący.?

Przecież to nie czas jeszcze ,

popatrz na mnie Kryska dobrze, 

to jeszcze za wcześnie.


Co cię tak pali 

że  już teraz  na widelec mnie bierzesz

czemu nie możesz poczekać jeszcze.

Aż powagi wiekowej nabiorę 

aż mi włos posiwieje

ciało się łuską pokryje i zmarszczką

a na grzbiecie garb od roboty ciężkiej wyrośnie

przestanę być pożyteczny

i darmozjadem się stanę.

Wtedy czas na mnie odpowiedni będzie.

Wtedy oddam ci się bez żalu wielkiego

choć wyznam bez ogródek , szczerze i smętnie

że bez entuzjazmu wielkiego 

że beznamiętnie. 


I odpowiada mu Kryska grzecznie .

Żebyś wiedział że licho

w tym przedsięwzięciu 

palce swe zakrwawione maczało.

A  wielkie to licho 

 żarłoczne podłe i mocne.

Najczarniejsze z czarnych 

najpodlejsze z podłych 

najbardziej krwiożercze z krwiożerczych

najokrutniejsze z okrutnych.


 Z doktorami podłymi przyjechałam ,

których licho przywiodło

bo licho to ich  ukryte godło

a sumienia ich  ludzkie niegdyś

zamordowane  zostały przez zło piekielne

za  obopólną  zgodą.


Widzisz przecież , że nie jestem sama , 

 sama po ciebie nie przyszłam ,

chociaż jestem Kryska. 

A do mojej profesji odwiecznej i nie ubłaganej

pomagierów mi nie trzeba

sama daję radę.

To dzisiaj , to taki wyjątek 

przymusem niecnym i podłym naznaczony.

Gdzie śmierć swoje żniwo zbiera 

nawet nie za moją wyłącznie przyczyną 

to i tak jestem niezbędna

by się należycie i z tradycją Boską odbyło

muszę się duszą zagubioną zaopiekować.


To ja towarzyszę  temu złu wcielonemu, 

a nie ono mi .

To nie ja tu jestem najważniejsza ,

to nie ja karty rozdaję   Matysku  młody .

Ja w tym towarzystwie podłym,

 narzuconym sobie , 

tylko jak widzisz sprzątam.

 Jestem tu najmniejsza ,

 przeto wybacz mi chłopcze , 

bo ja nie chciałam , nie chciałam – 

ale muszę - mówi Kryska – no bo jestem Kryska ,

i inaczej nie mogę - choćbym chciała .


I Matysko dalej ciągnie dialog z Kryską .

O czym prawisz Kryska?

Widzisz przecież dobrze

że jak rydz smakowity

w kniei zielonej zerwany

 zdrowy jestem na ciele i umyśle

i robakiem nie tknięty jeszcze. 

 Na co mi doktory cholerne i pazerne? 

nie dam im  wyłudzić swych koni , 

bo mnie nie leczyli ,

i leczyć nie trzeba .

Po cóż przyjechali,

wszak  nic nie wskórają ,

 i niech lepiej  spadają,

bo batem pogonię.

A ty razem z nimi Kryska 

bo i majestatowi twemu 

 nawet nie ustąpię 

nie dam swoich koni za nic , 

 i za siebie nie zamienię także ,

 ani w zastaw podły nie dam,

za swą skórę tanią,

choćbyś mi groziła Kryską 

TY NIEPRZEJEDNANA  I MAJESTATYCZNA  KRYSKO .

 Jam Matysko  twardy i hardy

Polak  dumny od pokoleń całych. 

Przeciwstawiam  się wszystkiemu złemu

co otacza nas ,i mój polski bidny raj.

Tak  już od pokoleń mam ,

tak mam  ułożone w łebie swoim polskim 

po swych  wszystkich przodkach.


I powiada  Kryska  w odpowiedzi Matyskowi.

Och Matysku drogi 

Polaku  od pokoleń wspaniały 

dumą wielką i biedną 

od pokoleń  naznaczony,

i wysoko uniesioną głową.

 To nie  doktory  od lekowania ,

no bo widzisz przecież  , 

że białych fartuchów nie mają  na grzbiecie,

tylko czarne mundury w zastępstwie

a na szyi stetoskopu .

 Automaty czarne przez pierś przywieszone,

i SS podłe na pagonach,

  o  ich profesji  doktorskiej świadczą .

A na czapkach trupie czaszki ,

 innych Matysków na których bęc wypadło

i nie koniecznie polskich .


To nie doktory  chłopcze   od lekowania ,

tylko konowały doskonałe,

 od pacyfikacji  i od mordowania .

I nie przyszli po twe konie – polski biedaku,

tylko po ciebie ,, WIELKI  POLAKU ’’ 

a dokładniej i dosadniej

  po  życie twoje się zgłosili licznie

zaburzając przy tym podle ,

nie lirycznie

mój kalendarz kresu  twojego

jakże bardzo  od dziś odległego .

A twe konie kochane?

one drugorzędne dla nich ,

chociaż nimi także nie pogardzą ,

i wezmą jako zapłatę należną 

 za usługę swą czarcią .

A uwierz mi chłopcze drogi

świetni są w swoim  fachu  doktorskim

wszak uczniami są  przecież

 mistrzów  swoich licznych 

Mengelów , Spannerów ,Gebelsów

i Hitlerów czystych.

I patrzysz w me oczy niewinne wobec ciebie

w oczy Kryski patrzysz teraz , 

a ja Kryska  w  twoje  niewinne

i jak lazur błękitne

 choć spokojne widzę , 

i bojaźni w nich nie ma

przed burzą niegodną 

która za chwilę się stanie.

Nie będzie w niej deszczu  życiodajnego 

tylko tego co z oczu słony

po policzkach  wszystkich  żałobników

 wokół zgromadzonych spływa 

 po mordzie niewinnego. 


Więc ci wyznam krótko i po prawdzie  Matysku

bo tak mi tylko wypada 

i z żalem wielkim to zrobię

choć bez ogródek 

szczerze i smętnie

i bez entuzjazmu wielkiego

i beznamiętnie

choć to nie czas na ciebie odpowiedni

 ale przyszli cię oni  - wysłać do Nieba

taka u nich jest zasada.

A to że do nieba 

nie chwaląc się  przed tobą nadmiernie

to już moja sprawka będzie

i dla ciebie ostatnia posługa

choć powiem ci bez ogródek i szczerze Matysku

że zrobię to beznamiętnie.

A twój łeb  młodzieńczy  z bujną czupryną

nazbyt  wysoko  wzniesiony 

i  nos  nad wyraz  zadarty w dyspucie ze mną

wybaczam i   niepamięci dedykuję mojej.

Bo w obliczu wroga stoisz śmiertelnego 

i opór  sprawiedliwy 

najeźdźcy podstępnemu i podłemu 

swoją dumą  stawiasz.

Tylko w takim  przypadku niezwykłym

przed którym postawiony zostałeś

wyrafinowanie i  z przymusu niecnego

pogarda moim majestatem

w cnotę wielką  się przeradza

jest usprawiedliwiona i wybaczalna.

Taka jest święta zasada  .


Kultura ich wielka  przysłała 

Nie ta rzymska , ni ta grecka ,

tylko ta czarna i czarcia 

germańska, niemiecka 

urojoną czystością rasową podszyta

i w jej to imieniu 

dzisiejszy rytuał  diabelski się odbywa. 

 Ja tu jestem tylko dla formalności , 

by cię tam zaprowadzić 

gdzie to wszystko wielkie ziemskie

 małym się staje

– do nieba –

 bo na niebo zasłużyłeś Polaku

i pro bono to czynię- z urzędu 

choć z niechęcią 

więc  twych koni mi nie trzeba .


Ja chłopcze wspaniały ,

może po twojemu ,

 po chłopsku jeszcze raz ci wytłumaczę , 

dla usprawiedliwienia siebie -

 choć nie muszę wcale 

bo widzę ,że kumasz co nieco

ale twój zawód moją wizytą 

świadczy ,że za mało. 

 

Nie jestem kosiarzem , 

choć biorę czynny udział ,

 w tych obfitych żniwach ,

krwawych i okrutnych .

Ja zbieram tylko kłosy ,

 przez kosiarzy i siepaczy niegodnych  skoszone ,

i ich dusze niewinne ,

z martwych już kłosów wyciągam ,

i bez  formalności  zbędnych,

przez przełaje i skróty  najkrótsze

 prowadzę  do Nieba.


A powiem  ci chłopcze jeszcze ,

 że istnieję od zarania ,

 od kiedy kręci się  ziemia ,

 i życie na niej istnieje,

 jeszcze takich żniw obfitych nie miałam ,

a muszę brać w nich udział czynny

bo taki urząd piastuję. 

 Choć czynię swoją powinność

sumiennie lecz nie chętnie,

i ciągle beznamiętnie

ale muszę chłopcze – muszę  -

 no bo  jestem Kryska .  


A czym się tak zasłużyłem tej  kulturze wielkiej ,

Matysko powiada

 i  wysłańcom jej wspaniałymi , z tytułami przecież

wielkimi i naukowymi

i jaka filozofia im przyświeca

że tak mnie skromnego 

pomimo łba uniesionego

 chcą wielce wyróżnić 

i tak mi Niebem za młodu dogodzić?

 powiedz Kryska  bez ogródek zawiłych. 

Prosto z mostu.


Ach wolałabym, żebyś nie wiedział ,

bo mi ciebie szkoda,

 ale pytasz grzecznie – 

więc tak samo grzecznie ci odpowiem .




Bo Polakiem jesteś od wieków

zrośniętym  ze swą ziemią

i od wieków zawadą wielką i mocną

co przestrzeń życiową sąsiadom podłym zagradza

na którą zawsze chrapkę mają.

Dumnym ze swej polskości i hardym przeto

 i na dodatek młodym, i na dodatek patriotą , 

i na dodatek , nienawiść  i pogardę w sercu nosisz ,

 do ich  kultury wielkiej.

 Tej czarciej i czarnej i lichej-  niemieckiej  – 

i do ich munduru, i do ich ego czystego 

i innych urojeń czarcich,

i od wieków to czynisz Polaku

bo tak masz w głowie swojej ułożone

 od wielu pokoleń

mówi Kryska  do Matyska.

 

A ona nie przebacza  - ta kultura nie przebacza ,

 nie ma tego w zwyczaju , nie zna takiego uczucia ,

no bo nie ma żadnej moralności , ani litości nie zna ,

bo jak ci wyznałam przed chwilą

zamordowane zostały te ludzkie wartości ,

za obopólną zgodą ,

i jeszcze raz powtarzam  dla utrwalenia.

Bo to ważne dla wszystkich pokoleń waszych. 

 Więc dlatego po ciebie przyszła ,

 a raczej przysłała wysłanników swoich 

co czarną robotę sprawują .

I ofiarą jej zostaniesz dzisiaj  dlatego 

 a nawet zdobyczą wielką ,

 zresztą kolejną ,i nie ostatnią.


A skąd wiedzą , co jest w moim sercu Kryska? 

 choć masz rację  ci powiem.

Czuję wszystko to w sobie 

a nie tylko samej głowie

 co mi wygarnęłaś szczerze

 a co mi przekazali moje przodki,

 moi ojce .


A wiedzą , wiedzą  Matysku

 bo doktorami są przecież ,

niedoścignieni w swojej zbójeckiej profesji.

A zresztą to widać , nawet bez badania .

Jedno spojrzenie na ciebie i  wszystko jest jasne

 prawi Kryska do Matyska .

 Po minie niechętnej

która twarz twoją pokrywa

a głębia twoich oczu niebieskich

wymalowany grymas niechęci na twej twarzy  potwierdza

że nienawiść w sercu nosisz ,

i pogardę dla nich ,  i do nich  widać .

i kultury ich czarnej ,i czystości ich rasowej

i do wszystkiego podłego co od nich pochodzi

i żeś ,,Polski Patriota’’ też widać wyraźnie,

 a i uroda całkiem odmienna ,

 bo słowiańska – bo Polska - bo piękna . 


 I konowałem nie trza być  chłopcze

 by  zauważyć  to wszystko.

Z tych wszystkich powodów  wymienionych

które obnażają  twoje święte człowieczeństwo

zagrożeniem  wielkim jesteś Matysku

 dla tego wszystkiego zła czarciego

które chce wszystko święte zdominować.

Dlatego przed czasem  iść  musisz do Nieba

bo świętości nie można zamordować. . 

I choć nie z mojej przyczyny to się odbędzie ,

 jak to zwykle bywa ,

i choć mi żal ciebie niezmiernie,

 boś młody i piękny ,

grzeszny przeto wielce,

i zbyt w swojej krnąbrności namiętny

 więc jeszcze się nie bardzo nadajesz 

a i pokut żadnych też jeszcze

 odprawić nie zdążyłeś.

Ale swą powinność spełnić muszę ,

 i cię tam zaprowadzić ,

choć poza swymi godzinami ,

z przymusu  pracuję .

 I choć w twoim przypadku 

 to tylko formalność , 

a dla mnie honor i przyjemność ,

choć nie namiętność,

 że to ja  cię tam zaprowadzę , 

i drogę pokażę ,

zresztą już przetartą obficie

 przez innych tobie podobnych

I ŻOŁNIERZY Z WESTERPLATTE.


Choć no  tu Matysko! – a szybko a bystro! .

Nie ociągaj się zbytnio  - ty polski leniwcu ,

bo czas goni okrutnie

bo ty sam jeden 

 to jeszcze nie wszystko - na dzisiaj .

Podejdź no do płota – los los! Sznela! –

  krzyknęli doktory .

I było słychać z za płota ,

głos doniosły Matyska –

Niech żyje Polska 

BÓG 

HONOR 

OJCZYZNA

i chwila ciszy potem, 

którą tra ta ta ta ta , z kmu. przerwało .

Aż trzy serie długie - bo kawał był chłopa , 

z tego Matyska .

I pierś jego potężna , i barki szerokie ,

 i honor jego, i duma też  wielka ,

 i jedna nie wystarczała seria 

bo wszystko należało rozstrzelać

by nic nie zostało

by nic się nie zasiało .


I poszedł Matysko do Nieba ,

 jak mu Kryska obiecała .

Ale na tym nie koniec tej historii ponurej , 

bo doktory zdziczałe ,

za innym Matyskiem się rozglądały .

I to wcale nie za potencjalnym ,

 który by warunki spełniał ,

jak ten , co poszedł przed chwilą do Nieba .


Bo mało – za mało ,

 stanowczo za mało jeszcze ,

 sobie nim doktory  w żyłę dały .

 Choć wielki chłop z niego był, i ważny ,

i powinno wystarczyć .

Ale ich apetyt i głód zarazem ogromny  , 

 którego jeszcze nie zaspokoili ,

jeszcze większy był – niż Matysko cały  

Polak wielki i wspaniały - 

ze swoimi wszystkimi wielkimi  dodatkami .

Bo oni w tym temacie nigdy nie nażarci ,

i jeszcze nie odlecieli , dlatego nie przestali .


I przeto  za innym Matyskiem się rozglądali ,

byle jakim, nie grymasili, i nie wybrzydzali .

I drugiego Matyska - krewniaka pierwszego  złapali ,

i pod płotem się z nim nie rozprawili, 

bo na pierwszego , trzy magazynki zużyli , 

a więcej przy sobie nie mieli .

 Więc tego drugiego Matyska,

 na własnej jego jabłonce ,

co piękne miała owoce  – powiesili .

I ugięłą się wielce gałąź 

pod ciałem swego gospodarza.

A na drugiej gałęzi , 

wolnej od śmierci

Maestro  Słowik przysiadł 

spojrzał wkoło żałośnie 

i pieśń żałobną śpiewał

i niebo zapłakało  deszczem rzęsistym

co łzy słone żałobnikom zgromadzonym wokół

z policzków spłukiwał.

Tak skończyła się Matysków zagłada .


Ale jest optymizm w tej historii tragicznej –

NIE WSZYSTKICH MATYSKÓW ZABILI 

Bo Matyskowie to naród polski i znamienity

Obumarli tylko jak ziarno pszenicy zasiane na ziemi żyznej

A potem się odrodzili

I plon dali obfity.

i są , i żyją ,i się śmieją 

ale pamiętają , pamiętają  wszystko

i potomnych przestrzegają przed złem

które się odrodzić może. 


I tak to leciało  w tamtych latach -

w tamtych czasach.

I powiadam wam , że to wcale nie kabaret . 

To prawda  cała.

o to powyżej

to  tylko mała jej część  wybiórczo opisana

 reszta prawdy - była znacznie okrutniejsza , 

i bardziej tragiczna

i  mniej liryczna .

I nigdy  jeszcze w dziejach świata ,

nie napracowała się tak Kryska .


Wyciągnijmy wnioski z powyższego ,

na dziś i na przyszłość.

Choć Matysko  w innych żył czasach ,

ale wszystko inne - było prawdziwe ,

z Kryską na czele – 

i oby się nie powtórzyło .


HENRYK JAN ŁYSZCZEK


PS.

Z wiersza poety zaczerpnąłem Kryskę ,

i Matyska z końmi jego,

i umieściłem w innych czasach – a cała reszta , 

to nie poezja żadna  

 to tylko bolesna prawda


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                                                TĘSKNOTA    DUSZĘ SIĘ TUTAJ ,W TYM KRAJU MAŁYM  GDZIE RAZ MI ZIMNO RAZ CIEPŁO I Z POWODU MAŁ...