DZIEŃ ZWYCIĘSTWA SIĘ ZBLIŻA ,
I NIE WIEM - CZY TO DZIEŃ RADOŚCI , CZY ZADUMY .
BA ZANIM DO NIEGO DOSZŁO ,
ZANIM BIAŁOCZERWONA ZAŁOPOTAŁA , NAD GRUZAMI BERLINA –
WIELE CIERPIEŃ , I ŚMIERCI NASZYCH RODAKÓW MUSIAŁO SIĘ DOPEŁNIĆ .
PRZEZ CAŁYCH PIĘĆ DŁUGICH LAT ,NAS MORDOWANO.
I KILKA NARODÓW , TRUDNIŁO SIĘ MORDEM POLAKÓW ,
CZY LACHÓW PRZEBRZYDŁYCH IM OD WIEKÓW .
JEDNĄ Z TAKICH SCEN UMIEŚCIŁEM W UTWORZE PONIŻEJ .
TAK TO LECIAŁO W TAMTYCH LATACH ,
W TAMTYCH CZASACH
KRYSKA
Przyszła Kryska po Matyska ,
a Matysko zdrowiem tryska .
Jest młody ,silny ,wielki i piękny,
i wcale nie biedny .
Pyta więc Kryski Matysko
co cię tu przywiało Kryska?
Licho jakoweś drogę wskazało
czy ci w oko wpadłem niechcący.?
Przecież to nie czas jeszcze ,
popatrz na mnie Kryska dobrze,
to jeszcze za wcześnie.
Co cię tak pali
że już teraz na widelec mnie bierzesz
czemu nie możesz poczekać jeszcze.
Aż powagi wiekowej nabiorę
aż mi włos posiwieje
ciało się łuską pokryje i zmarszczką
a na grzbiecie garb od roboty ciężkiej wyrośnie
przestanę być pożyteczny
i darmozjadem się stanę.
Wtedy czas na mnie odpowiedni będzie.
Wtedy oddam ci się bez żalu wielkiego
choć wyznam bez ogródek , szczerze i smętnie
że bez entuzjazmu wielkiego
że beznamiętnie.
I odpowiada mu Kryska grzecznie .
Żebyś wiedział że licho
w tym przedsięwzięciu
palce swe zakrwawione maczało.
A wielkie to licho
żarłoczne podłe i mocne.
Najczarniejsze z czarnych
najpodlejsze z podłych
najbardziej krwiożercze z krwiożerczych
najokrutniejsze z okrutnych.
Z doktorami podłymi przyjechałam ,
których licho przywiodło
bo licho to ich ukryte godło
a sumienia ich ludzkie niegdyś
zamordowane zostały przez zło piekielne
za obopólną zgodą.
Widzisz przecież , że nie jestem sama ,
sama po ciebie nie przyszłam ,
chociaż jestem Kryska.
A do mojej profesji odwiecznej i nie ubłaganej
pomagierów mi nie trzeba
sama daję radę.
To dzisiaj , to taki wyjątek
przymusem niecnym i podłym naznaczony.
Gdzie śmierć swoje żniwo zbiera
nawet nie za moją wyłącznie przyczyną
to i tak jestem niezbędna
by się należycie i z tradycją Boską odbyło
muszę się duszą zagubioną zaopiekować.
To ja towarzyszę temu złu wcielonemu,
a nie ono mi .
To nie ja tu jestem najważniejsza ,
to nie ja karty rozdaję Matysku młody .
Ja w tym towarzystwie podłym,
narzuconym sobie ,
tylko jak widzisz sprzątam.
Jestem tu najmniejsza ,
przeto wybacz mi chłopcze ,
bo ja nie chciałam , nie chciałam –
ale muszę - mówi Kryska – no bo jestem Kryska ,
i inaczej nie mogę - choćbym chciała .
I Matysko dalej ciągnie dialog z Kryską .
O czym prawisz Kryska?
Widzisz przecież dobrze
że jak rydz smakowity
w kniei zielonej zerwany
zdrowy jestem na ciele i umyśle
i robakiem nie tknięty jeszcze.
Na co mi doktory cholerne i pazerne?
nie dam im wyłudzić swych koni ,
bo mnie nie leczyli ,
i leczyć nie trzeba .
Po cóż przyjechali,
wszak nic nie wskórają ,
i niech lepiej spadają,
bo batem pogonię.
A ty razem z nimi Kryska
bo i majestatowi twemu
nawet nie ustąpię
nie dam swoich koni za nic ,
i za siebie nie zamienię także ,
ani w zastaw podły nie dam,
za swą skórę tanią,
choćbyś mi groziła Kryską
TY NIEPRZEJEDNANA I MAJESTATYCZNA KRYSKO .
Jam Matysko twardy i hardy
Polak dumny od pokoleń całych.
Przeciwstawiam się wszystkiemu złemu
co otacza nas ,i mój polski bidny raj.
Tak już od pokoleń mam ,
tak mam ułożone w łebie swoim polskim
po swych wszystkich przodkach.
I powiada Kryska w odpowiedzi Matyskowi.
Och Matysku drogi
Polaku od pokoleń wspaniały
dumą wielką i biedną
od pokoleń naznaczony,
i wysoko uniesioną głową.
To nie doktory od lekowania ,
no bo widzisz przecież ,
że białych fartuchów nie mają na grzbiecie,
tylko czarne mundury w zastępstwie
a na szyi stetoskopu .
Automaty czarne przez pierś przywieszone,
i SS podłe na pagonach,
o ich profesji doktorskiej świadczą .
A na czapkach trupie czaszki ,
innych Matysków na których bęc wypadło
i nie koniecznie polskich .
To nie doktory chłopcze od lekowania ,
tylko konowały doskonałe,
od pacyfikacji i od mordowania .
I nie przyszli po twe konie – polski biedaku,
tylko po ciebie ,, WIELKI POLAKU ’’
a dokładniej i dosadniej
po życie twoje się zgłosili licznie
zaburzając przy tym podle ,
nie lirycznie
mój kalendarz kresu twojego
jakże bardzo od dziś odległego .
A twe konie kochane?
one drugorzędne dla nich ,
chociaż nimi także nie pogardzą ,
i wezmą jako zapłatę należną
za usługę swą czarcią .
A uwierz mi chłopcze drogi
świetni są w swoim fachu doktorskim
wszak uczniami są przecież
mistrzów swoich licznych
Mengelów , Spannerów ,Gebelsów
i Hitlerów czystych.
I patrzysz w me oczy niewinne wobec ciebie
w oczy Kryski patrzysz teraz ,
a ja Kryska w twoje niewinne
i jak lazur błękitne
choć spokojne widzę ,
i bojaźni w nich nie ma
przed burzą niegodną
która za chwilę się stanie.
Nie będzie w niej deszczu życiodajnego
tylko tego co z oczu słony
po policzkach wszystkich żałobników
wokół zgromadzonych spływa
po mordzie niewinnego.
Więc ci wyznam krótko i po prawdzie Matysku
bo tak mi tylko wypada
i z żalem wielkim to zrobię
choć bez ogródek
szczerze i smętnie
i bez entuzjazmu wielkiego
i beznamiętnie
choć to nie czas na ciebie odpowiedni
ale przyszli cię oni - wysłać do Nieba
taka u nich jest zasada.
A to że do nieba
nie chwaląc się przed tobą nadmiernie
to już moja sprawka będzie
i dla ciebie ostatnia posługa
choć powiem ci bez ogródek i szczerze Matysku
że zrobię to beznamiętnie.
A twój łeb młodzieńczy z bujną czupryną
nazbyt wysoko wzniesiony
i nos nad wyraz zadarty w dyspucie ze mną
wybaczam i niepamięci dedykuję mojej.
Bo w obliczu wroga stoisz śmiertelnego
i opór sprawiedliwy
najeźdźcy podstępnemu i podłemu
swoją dumą stawiasz.
Tylko w takim przypadku niezwykłym
przed którym postawiony zostałeś
wyrafinowanie i z przymusu niecnego
pogarda moim majestatem
w cnotę wielką się przeradza
jest usprawiedliwiona i wybaczalna.
Taka jest święta zasada .
Kultura ich wielka przysłała
Nie ta rzymska , ni ta grecka ,
tylko ta czarna i czarcia
germańska, niemiecka
urojoną czystością rasową podszyta
i w jej to imieniu
dzisiejszy rytuał diabelski się odbywa.
Ja tu jestem tylko dla formalności ,
by cię tam zaprowadzić
gdzie to wszystko wielkie ziemskie
małym się staje
– do nieba –
bo na niebo zasłużyłeś Polaku
i pro bono to czynię- z urzędu
choć z niechęcią
więc twych koni mi nie trzeba .
Ja chłopcze wspaniały ,
może po twojemu ,
po chłopsku jeszcze raz ci wytłumaczę ,
dla usprawiedliwienia siebie -
choć nie muszę wcale
bo widzę ,że kumasz co nieco
ale twój zawód moją wizytą
świadczy ,że za mało.
Nie jestem kosiarzem ,
choć biorę czynny udział ,
w tych obfitych żniwach ,
krwawych i okrutnych .
Ja zbieram tylko kłosy ,
przez kosiarzy i siepaczy niegodnych skoszone ,
i ich dusze niewinne ,
z martwych już kłosów wyciągam ,
i bez formalności zbędnych,
przez przełaje i skróty najkrótsze
prowadzę do Nieba.
A powiem ci chłopcze jeszcze ,
że istnieję od zarania ,
od kiedy kręci się ziemia ,
i życie na niej istnieje,
jeszcze takich żniw obfitych nie miałam ,
a muszę brać w nich udział czynny
bo taki urząd piastuję.
Choć czynię swoją powinność
sumiennie lecz nie chętnie,
i ciągle beznamiętnie
ale muszę chłopcze – muszę -
no bo jestem Kryska .
A czym się tak zasłużyłem tej kulturze wielkiej ,
Matysko powiada
i wysłańcom jej wspaniałymi , z tytułami przecież
wielkimi i naukowymi
i jaka filozofia im przyświeca
że tak mnie skromnego
pomimo łba uniesionego
chcą wielce wyróżnić
i tak mi Niebem za młodu dogodzić?
powiedz Kryska bez ogródek zawiłych.
Prosto z mostu.
Ach wolałabym, żebyś nie wiedział ,
bo mi ciebie szkoda,
ale pytasz grzecznie –
więc tak samo grzecznie ci odpowiem .
Bo Polakiem jesteś od wieków
zrośniętym ze swą ziemią
i od wieków zawadą wielką i mocną
co przestrzeń życiową sąsiadom podłym zagradza
na którą zawsze chrapkę mają.
Dumnym ze swej polskości i hardym przeto
i na dodatek młodym, i na dodatek patriotą ,
i na dodatek , nienawiść i pogardę w sercu nosisz ,
do ich kultury wielkiej.
Tej czarciej i czarnej i lichej- niemieckiej –
i do ich munduru, i do ich ego czystego
i innych urojeń czarcich,
i od wieków to czynisz Polaku
bo tak masz w głowie swojej ułożone
od wielu pokoleń
mówi Kryska do Matyska.
A ona nie przebacza - ta kultura nie przebacza ,
nie ma tego w zwyczaju , nie zna takiego uczucia ,
no bo nie ma żadnej moralności , ani litości nie zna ,
bo jak ci wyznałam przed chwilą
zamordowane zostały te ludzkie wartości ,
za obopólną zgodą ,
i jeszcze raz powtarzam dla utrwalenia.
Bo to ważne dla wszystkich pokoleń waszych.
Więc dlatego po ciebie przyszła ,
a raczej przysłała wysłanników swoich
co czarną robotę sprawują .
I ofiarą jej zostaniesz dzisiaj dlatego
a nawet zdobyczą wielką ,
zresztą kolejną ,i nie ostatnią.
A skąd wiedzą , co jest w moim sercu Kryska?
choć masz rację ci powiem.
Czuję wszystko to w sobie
a nie tylko samej głowie
co mi wygarnęłaś szczerze
a co mi przekazali moje przodki,
moi ojce .
A wiedzą , wiedzą Matysku
bo doktorami są przecież ,
niedoścignieni w swojej zbójeckiej profesji.
A zresztą to widać , nawet bez badania .
Jedno spojrzenie na ciebie i wszystko jest jasne
prawi Kryska do Matyska .
Po minie niechętnej
która twarz twoją pokrywa
a głębia twoich oczu niebieskich
wymalowany grymas niechęci na twej twarzy potwierdza
że nienawiść w sercu nosisz ,
i pogardę dla nich , i do nich widać .
i kultury ich czarnej ,i czystości ich rasowej
i do wszystkiego podłego co od nich pochodzi
i żeś ,,Polski Patriota’’ też widać wyraźnie,
a i uroda całkiem odmienna ,
bo słowiańska – bo Polska - bo piękna .
I konowałem nie trza być chłopcze
by zauważyć to wszystko.
Z tych wszystkich powodów wymienionych
które obnażają twoje święte człowieczeństwo
zagrożeniem wielkim jesteś Matysku
dla tego wszystkiego zła czarciego
które chce wszystko święte zdominować.
Dlatego przed czasem iść musisz do Nieba
bo świętości nie można zamordować. .
I choć nie z mojej przyczyny to się odbędzie ,
jak to zwykle bywa ,
i choć mi żal ciebie niezmiernie,
boś młody i piękny ,
grzeszny przeto wielce,
i zbyt w swojej krnąbrności namiętny
więc jeszcze się nie bardzo nadajesz
a i pokut żadnych też jeszcze
odprawić nie zdążyłeś.
Ale swą powinność spełnić muszę ,
i cię tam zaprowadzić ,
choć poza swymi godzinami ,
z przymusu pracuję .
I choć w twoim przypadku
to tylko formalność ,
a dla mnie honor i przyjemność ,
choć nie namiętność,
że to ja cię tam zaprowadzę ,
i drogę pokażę ,
zresztą już przetartą obficie
przez innych tobie podobnych
I ŻOŁNIERZY Z WESTERPLATTE.
Choć no tu Matysko! – a szybko a bystro! .
Nie ociągaj się zbytnio - ty polski leniwcu ,
bo czas goni okrutnie
bo ty sam jeden
to jeszcze nie wszystko - na dzisiaj .
Podejdź no do płota – los los! Sznela! –
krzyknęli doktory .
I było słychać z za płota ,
głos doniosły Matyska –
Niech żyje Polska
BÓG
HONOR
OJCZYZNA
i chwila ciszy potem,
którą tra ta ta ta ta , z kmu. przerwało .
Aż trzy serie długie - bo kawał był chłopa ,
z tego Matyska .
I pierś jego potężna , i barki szerokie ,
i honor jego, i duma też wielka ,
i jedna nie wystarczała seria
bo wszystko należało rozstrzelać
by nic nie zostało
by nic się nie zasiało .
I poszedł Matysko do Nieba ,
jak mu Kryska obiecała .
Ale na tym nie koniec tej historii ponurej ,
bo doktory zdziczałe ,
za innym Matyskiem się rozglądały .
I to wcale nie za potencjalnym ,
który by warunki spełniał ,
jak ten , co poszedł przed chwilą do Nieba .
Bo mało – za mało ,
stanowczo za mało jeszcze ,
sobie nim doktory w żyłę dały .
Choć wielki chłop z niego był, i ważny ,
i powinno wystarczyć .
Ale ich apetyt i głód zarazem ogromny ,
którego jeszcze nie zaspokoili ,
jeszcze większy był – niż Matysko cały
Polak wielki i wspaniały -
ze swoimi wszystkimi wielkimi dodatkami .
Bo oni w tym temacie nigdy nie nażarci ,
i jeszcze nie odlecieli , dlatego nie przestali .
I przeto za innym Matyskiem się rozglądali ,
byle jakim, nie grymasili, i nie wybrzydzali .
I drugiego Matyska - krewniaka pierwszego złapali ,
i pod płotem się z nim nie rozprawili,
bo na pierwszego , trzy magazynki zużyli ,
a więcej przy sobie nie mieli .
Więc tego drugiego Matyska,
na własnej jego jabłonce ,
co piękne miała owoce – powiesili .
I ugięłą się wielce gałąź
pod ciałem swego gospodarza.
A na drugiej gałęzi ,
wolnej od śmierci
Maestro Słowik przysiadł
spojrzał wkoło żałośnie
i pieśń żałobną śpiewał
i niebo zapłakało deszczem rzęsistym
co łzy słone żałobnikom zgromadzonym wokół
z policzków spłukiwał.
Tak skończyła się Matysków zagłada .
Ale jest optymizm w tej historii tragicznej –
NIE WSZYSTKICH MATYSKÓW ZABILI
Bo Matyskowie to naród polski i znamienity
Obumarli tylko jak ziarno pszenicy zasiane na ziemi żyznej
A potem się odrodzili
I plon dali obfity.
i są , i żyją ,i się śmieją
ale pamiętają , pamiętają wszystko
i potomnych przestrzegają przed złem
które się odrodzić może.
I tak to leciało w tamtych latach -
w tamtych czasach.
I powiadam wam , że to wcale nie kabaret .
To prawda cała.
o to powyżej
to tylko mała jej część wybiórczo opisana
reszta prawdy - była znacznie okrutniejsza ,
i bardziej tragiczna
i mniej liryczna .
I nigdy jeszcze w dziejach świata ,
nie napracowała się tak Kryska .
Wyciągnijmy wnioski z powyższego ,
na dziś i na przyszłość.
Choć Matysko w innych żył czasach ,
ale wszystko inne - było prawdziwe ,
z Kryską na czele –
i oby się nie powtórzyło .
HENRYK JAN ŁYSZCZEK
PS.
Z wiersza poety zaczerpnąłem Kryskę ,
i Matyska z końmi jego,
i umieściłem w innych czasach – a cała reszta ,
to nie poezja żadna
to tylko bolesna prawda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz