SPRAWIEDLIWOŚĆ
A kiedy jedyna sprawiedliwość się stanie
i jutro przestanie być łaskawe
nie chcąc poczekać już na mnie
pogna do przodu dalej
jak to ma w zwyczaju
za siebie się nie oglądając
i wyjątku dla mnie nie zrobi żadnego
i zostawi mnie ,czas mój zatrzymując
bo wszystkie dni mi dane minęły
a to oznaczać będzie,
że jutro już nie dla mnie
zostałem jeszcze tylko na dziś króciutkie
i to nie całe .
I już dziś mnie nie ma
i Anioł Stróż mnie opuścił
przestając być moim cieniem
i na inny – żywy kwiatek się przeniósł
wówczas end – król nieunikniony mnie dopadnie
jak to ma w zwyczaju
który dotąd był tylko cieniem niewidzialnym
albo mirażem
czekającym na okazję.
A gdy przyszła nieunikniona,
stał się śmiertelnie materialny
konsekwentny i nieubłagalny.
i wyrwie ducha mego
z ciała nieruchomego i zimnego
poprowadzi w nieznane
po drodze rzucając na pocieszenie niedbale
bądź kontent –
dokonałeś czegoś wielkiego
na nieboskłonie jesteś tajemnym
który ścigałeś
za życia krótkiego,
jednak dla śmiertelnika niedostępnego.
Wtedy przed bramą niebieską stanę
I odpowiedzieć będę musiał szczerze
na zadane z Nieba pytanie.
Czy wypełniłem za życia
najważniejsze przykazanie?
Tak - odpowiem wtedy nieśmiało
kochałem
i nie było to dla mnie żadne wyzwanie
żadne nakazanie
żadne cierpienie
ni wyrzeczenia bolesne
tylko dar święty
w moim DNA zakodowany
jako łaska największa od Ciebie Panie
którą mi dałeś ,
jako sens życia krótkiego
i przewodnikiem była życia mojego
czyniąc je ciekawym i tajemnym i świętym
i tak było i tak się stało i tak się odbyło.
Tak - odpowiem nieśmiało
Kochałem.
Jej włosy pachnące i jasne
jej usta jak maki kwitnące czerwone
zmieniające się w uśmiech radosny
jej oczy jak niebo błękitne
i ciało ponętne i jędrne
namiętność rodzące.
Tak - kochałem - odpowiem
tak Panie- z miłością żyłem w sercu
wypełniając twe przykazanie
choć nieraz było ciężko
ale przyznać muszę szczerze
że drugiego policzka
nigdy nie nastawiałem.
A gdy spyta mnie głos tajemny
jakie cuda z życia zapamiętałem?
Tedy odpowiem znów nieśmiało z pokorą.
Wiatr nieokiełznany
co nad włosami jej się pastwił
i lica gładkie smagał
dodając im artyzmu cudnego
na które patrzeć mogłem bez końca.
I gwiazd świecących odbicie
które widziałem nocą przeczystą,
w jej oczach błękicie,
a gdy gasnąć zaczynały o świcie
cud wschodzącego słońca
je zastąpił
i jego widziałem w nich odbicie.
A gdy amok miłosny
przez noc wzbudzony
targający moje ciało i zmysły
słońce jasne przegnało o świcie
zaglądając do okna
moje ramiona mocne puściły jej nagie ciało
i czas pędzący jak pociąg szalony
do pracy ciężkiej wezwał stanowczo
o świcie -rano.
dzieci swe śpiące niewinnie ucałowałem
i w znój ciężki z radością pognałem.
A kłody po nogi
przez zło , i trud życia rzucane
miłością taranowałem ,i na boki rozrzucałem
a deszcz pokus i zła
co z góry na mą głowę się wylewał
miłości mej nawet nie zmoczył
i jak po białych piórach łabędzia spływał
by miłość trwać mogła
aż do teraz,
aż do tego miejsca i czasu Panie.
A tedy głos zapyta donośnie
czy kogoś za życia swego
miłością niewinną kochałem?
Tedy odpowiem szczerze.
Tak Panie
kochałem
Boga Jedynego i Swoją Mamę.
Miłością czystą i nie skalaną
której kłody nie śmiały przeszkadzać
bo wiedziały że nie dadzą jej rady
ni podstępem zmącić
czy deszczem ulewnym przemoczyć
rozmiękczyć ,rozrzedzić, osłabić.
Dla miłości czystej
to nie żadna przeszkoda
odparłem to wszystko
ominąłem
przeskoczyłem
i zniszczyłem wszystkie zawady
w sercu swoim i na jawie.
Taką siłę miłości mi Dałeś Panie
do Siebie - Boga Jedynego
i Mojej Mamy
I nie było zdrady.
Tak Panie - kochałem
Jej oczy błękitne ,
a w nich gwiazd nieba
i słońca jasnego odbicie
I włosy wichrem rozwiane
I ciało słońcem malowane
I usta jak maki kwitnące
w swoim uśmiechu radosnym
w maju na łące.
A gdy otworzy się brama wielka
I na niebieskie łąki i zielone pastwiska
wpuszczony zostanę,
tedy odpowiem z pokorą i nisko pochyloną głową
na ugiętym kolanie.
Pozwól mi poczekać u progu tej bramy
aż wypełnią się dni mojej miłości Panie
i tu -obok mnie
w twojej łasce stanie.
Aż znów ujrzę te oczy błękitne
a w nich gwiazd twoich świętych odbicie,
i ciało słońcem malowane
i uśmiechnięte usta maków kwitnących
i włosy przez wiatr rozwiane.
Ona też bowiem wyznawała
twoje najważniejsze Przykazanie Panie
i z tej łaski miłości jej danej
namiętnie korzystała
i miłością swą mi służyła,
a miłość jej wielka była.
Do mnie przeznaczona
ta grzeszna i namiętna.
Do Ciebie - czysta i niewinna Panie
i taka do dzieci naszych
i swojej Mamy.
Dlatego się wstawiam za nią
u progu tej świętej bramy.
I pragnę razem z miłością moją
przekroczyć jej próg.
Próg Twojej Świętej Bramy Panie.
HENRYK JAN ŁYSZCZEK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz