piątek, 16 maja 2025

 SPRAWIEDLIWOŚĆ

A kiedy jedyna sprawiedliwość się stanie

i jutro przestanie być łaskawe

nie chcąc  poczekać już na mnie

pogna do przodu dalej

jak to ma w zwyczaju

za siebie się nie oglądając 

i wyjątku dla mnie nie zrobi żadnego

i zostawi mnie ,czas mój zatrzymując

bo wszystkie dni mi dane minęły

a to  oznaczać będzie,

że jutro już nie dla mnie 

zostałem jeszcze tylko na dziś  króciutkie

i to nie całe .


I już dziś mnie nie ma

i Anioł Stróż mnie opuścił

przestając być moim cieniem

i na inny – żywy kwiatek się przeniósł  

wówczas end – król nieunikniony mnie dopadnie

jak to ma w zwyczaju

który dotąd był tylko cieniem niewidzialnym

albo mirażem 

czekającym na okazję.

A gdy przyszła nieunikniona,

 stał się śmiertelnie materialny

konsekwentny i nieubłagalny.

i wyrwie ducha mego

 z ciała nieruchomego i zimnego  

poprowadzi  w nieznane

po drodze rzucając na pocieszenie niedbale

bądź kontent –

dokonałeś czegoś wielkiego

na  nieboskłonie jesteś tajemnym

który ścigałeś

 za życia krótkiego,

jednak  dla śmiertelnika niedostępnego.

Wtedy przed bramą niebieską stanę 

I odpowiedzieć będę musiał szczerze 

na zadane z Nieba pytanie.

Czy wypełniłem za życia 

najważniejsze przykazanie?


Tak - odpowiem wtedy nieśmiało

kochałem

i nie było to dla mnie żadne wyzwanie

żadne nakazanie

żadne cierpienie

ni wyrzeczenia bolesne

tylko dar święty

w moim DNA zakodowany

 jako łaska największa od Ciebie Panie

którą mi dałeś ,

jako sens życia krótkiego

i przewodnikiem była życia mojego

czyniąc je ciekawym i tajemnym i świętym 

i tak było i tak  się stało i tak się odbyło.


Tak - odpowiem nieśmiało 

Kochałem. 


Jej włosy pachnące i jasne

jej usta jak maki kwitnące czerwone

zmieniające się w  uśmiech radosny  

jej  oczy jak niebo błękitne

i ciało ponętne i jędrne

namiętność rodzące. 


Tak - kochałem - odpowiem 

tak Panie- z miłością  żyłem w sercu

wypełniając twe przykazanie

choć nieraz było ciężko

ale przyznać muszę szczerze  

że drugiego policzka 

nigdy nie nastawiałem.


A gdy spyta mnie głos tajemny 

jakie cuda z życia zapamiętałem?

Tedy odpowiem znów nieśmiało z pokorą.


Wiatr nieokiełznany 

co nad włosami jej się pastwił

 i lica gładkie  smagał

dodając im artyzmu cudnego

na które patrzeć mogłem bez końca.

I gwiazd świecących odbicie

 które widziałem nocą przeczystą,

  w jej oczach błękicie,

a gdy gasnąć zaczynały o świcie

cud wschodzącego słońca

je zastąpił

i jego widziałem w nich odbicie.


A gdy amok miłosny

przez noc wzbudzony 

targający moje ciało i zmysły

słońce jasne przegnało o świcie

zaglądając do okna

moje ramiona mocne puściły jej nagie ciało

i czas pędzący jak pociąg szalony

do pracy ciężkiej wezwał stanowczo

o świcie -rano.

dzieci swe śpiące niewinnie ucałowałem 

i w znój ciężki z radością  pognałem.

A kłody po nogi

przez zło , i trud życia rzucane  

miłością taranowałem ,i na boki rozrzucałem

a deszcz pokus i zła 

co z góry  na mą głowę się wylewał

miłości mej nawet nie zmoczył

i jak po białych piórach łabędzia spływał 

by miłość trwać mogła

aż do teraz, 

aż do tego miejsca i czasu Panie. 



A tedy głos zapyta donośnie

czy kogoś za życia swego

miłością  niewinną   kochałem?

Tedy odpowiem szczerze.


Tak Panie

kochałem 


Boga Jedynego i Swoją Mamę.

Miłością czystą i nie skalaną 

której kłody nie śmiały przeszkadzać

bo wiedziały że nie dadzą jej rady

 ni podstępem  zmącić

czy deszczem ulewnym przemoczyć

rozmiękczyć ,rozrzedzić, osłabić.

Dla miłości czystej 

to nie żadna przeszkoda  

odparłem to wszystko

ominąłem 

przeskoczyłem 

i zniszczyłem wszystkie zawady

w sercu swoim i na jawie.

Taką siłę miłości mi Dałeś Panie

do Siebie - Boga Jedynego

i Mojej Mamy 

I nie było zdrady. 


Tak Panie - kochałem


Jej oczy błękitne , 

a w nich gwiazd nieba 

i słońca jasnego odbicie 

I włosy wichrem rozwiane 

I ciało  słońcem malowane

I usta jak maki kwitnące

w swoim uśmiechu radosnym 

w maju na łące.


A gdy otworzy się brama wielka

I na niebieskie łąki i zielone pastwiska

 wpuszczony  zostanę,

tedy odpowiem z pokorą i nisko pochyloną głową

na ugiętym kolanie.

Pozwól mi poczekać u progu tej bramy 

aż wypełnią się dni mojej miłości Panie

i tu -obok mnie 

w twojej łasce  stanie.


Aż znów ujrzę te oczy błękitne

a w nich gwiazd twoich świętych odbicie,

i ciało słońcem malowane

i uśmiechnięte usta maków kwitnących 

i włosy przez wiatr rozwiane.


Ona też bowiem wyznawała 

twoje najważniejsze  Przykazanie  Panie

i z tej łaski miłości jej danej

namiętnie korzystała

i  miłością swą mi służyła,

a miłość jej wielka była. 

Do mnie przeznaczona

 ta grzeszna i namiętna.

Do Ciebie -  czysta i niewinna Panie 

 i taka do  dzieci naszych

 i swojej Mamy.

Dlatego się wstawiam za nią 

u progu tej świętej bramy.


I pragnę razem z miłością moją

 przekroczyć jej próg.

 Próg Twojej Świętej Bramy Panie.


HENRYK JAN ŁYSZCZEK


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

                                                TĘSKNOTA    DUSZĘ SIĘ TUTAJ ,W TYM KRAJU MAŁYM  GDZIE RAZ MI ZIMNO RAZ CIEPŁO I Z POWODU MAŁ...